poniedziałek, 23 maja 2016

#17 Jak trzy maluszki zmieniły mój pogląd na BB - recenzja Skin79

Nie mam zwyczaju kupować azjatyckich kosmetyków na polskich stronach. Jest to głównie spowodowane zawyżonymi cenami, w końcu trzeba doliczyć koszty sprowadzenia (transportu, spedycji), marża także o sobie przypomina a do tego trzeba na nich zarobić. Więc nagle cena drastycznie rośnie, a my biedne musimy więcej zapłacić za ulubiony kosmetyk. Dlatego posiadam sprawdzonego sprzedawcę gdzie nie muszę przepłacać. Jednak nie o tym chce pisać, ponieważ ostatnio się przełamałam i skusiłam się na zakup ze strony Skin79. 



Po pierwsze muszę zaznaczyć, że przesyłkę dostałam bardzo szybko. Jeszcze tego samego dnia gdy zamawiałam przyszedł e-mail z informacją, że zamówienie jest już wysłane więc brawa dla sklepu za tak szybką realizację. Ale skupiając się na samych kremach zacznijmy od tego, że zestawik zawiera trzy kremy BB o pojemności 7 gramów: 
❤ Hot Pink Super+ Beblesh Balm Triple Functions
❤ Super+ Triple Functions BB Cream (Orange)
❤ VIP Gold Super Plus BB Cream



Jakie są plusy takich miniaturek?
Po pierwsze dopasowanie kremu BB nigdy nie jest proste i naprawdę nie chce się kupować pełnego produktu (i to nie za małe pieniądze!), który pójdzie w odstawkę, ponieważ odcień jest za ciemny/jasny bądź po prostu nie zadowala. W Skin79 Polska wyszli naprzeciw klientką dając im możliwość przetestowania trzech produktów (w rozsądnej cenie trzeba przyznać), by nie musiały płakać nad straconymi pieniędzmi. Po drugie nie wszystkie kobiety ciągle się malują i inwestowanie w całe opakowanie mija się z celem, kiedy po jakimś czasie produkt traci swoje właściwości (o tym kiedyś bardziej się rozpiszę). No i najważniejszy powód by zainwestować w takie maluszki jest najmniej domyślny. Widzicie przez cały rok nasza cera się zmienia. Zimą jesteśmy bardziej blade, a skóra staje się (o zgrozo!) bardziej wysuszona i wrażliwa od skoków temperatur. Natomiast wiosną ton się zmienia wraz z pierwszym słońcem i trwa to do lata. Więc zdarzają się takie momenty, że ulubiony  krem BB/podkład, który używało się zimą okazuje się nagle za jasny! Przy takich miniaturkach można szybko wyratować się z sytuacji, gdy nie mamy pod ręką ciemniejszego/jaśniejszego podkładu.

No ale teraz czas przejść do indywidualnej oceny każdego z tych maluszków.

SKIN79 Hot Pink Super+ Beblesh Balm Triple Functions




Jest to chyba najbardziej znany i lubiany koreański krem BB na polskim rynku. Zawdzięcza to matowemu wykończeniu, więc my europejki, które kochamy matową skórę nie możemy się mu oprzeć. Do tego Hot Pink oferuje nam SPF 30, więc podstawową ochronę przed szkodliwym promieniowaniem mamy zapewnioną. No i jeszcze opcja "wybielenia", która rozjaśnia nam cerę dając zdrowy wygląd.
Przyznam, że gdy tylko wyczytałam na opakowaniu o poszarzałej skórze od razu pomyślałam, że to musi być BB dla mnie! W końcu przez ciągłe siedzenie w klimatyzowanym pomieszczeniu, bieganie z chłodni do pieca i zima sprawiły, że i tak mój ziemisty odcień skóry odkrył nowy level "ziemistości". Przez to mój ulubiony krem BB był zbyt ciemny i ratowałam się dodatkową warstwą pudru. Więc zadowolona sięgnęłam pierw po tego maluszka mając nadzieję, że poratuję się nim do czasu, aż moja przesyłka z jaśniejszym kremem przybędzie. No oczywiście nie zawsze jest tak kolorowo jak chcemy, więc po nałożeniu skończyło się tym, że koleżanka w pracy spytała czy dobrze się czuję. Okazało się, że wyglądałam na tak bladą jakbym miała zaraz zemdleć, co spowodowało moje rozbawienie. Oświetlenie w pracy jest niezbyt korzystne,a krem ma chłodny ton i zrozumiałam, że wszyscy przywykli do tego, że nie jestem blada jak trup. Więc mimo mojego zadowolenia odnośnie trwałości (osiem godzin ciężkiej pracy i jedynie zszedł z nosa) tego kremu musiałam zrezygnować z jego stosowania.


Plusy
✅ Matowe wykończenie
✅ SPF30
✅ Trwałość


Minusy
➖ Dla niektórych za chłodna tonacja
➖ Zbyt gęsty dla gąbki do makijażu


SKIN79 Super+ Triple Functions BB Cream (Orange)




Ten maluszek coraz bardziej podbija serca fanek kremów BB jak i firmy Skin79. Po pierwsze mamy tutaj do czynienia z witaminowym kremem co oznacza, że dba on o zdrowie naszej skóry jak i zapewnia odpowiednie dostarczenie składników do komórek. No i nie możemy zapomnieć o najważniejszym czyli o bardzo wysokim SPF 50! Najwyższa ochrona, która do tego ma matowe wykończenie.
Ten krem ma trochę cieplejszy ton, więc sięgnęłam po niego gdy Hot Pink okazał się niewypałem. Także mam wrażenie, że jest bardziej płynny więc mogłam go już spokojnie nakładać za pomocą gąbki. Podobnie pięknie wtopił się w odcień mojej cery wydobywając przy tym z niej trochę więcej ciepła, więc nikt już mnie nie pytał o stan zdrowia. Do tego jego trwałość także mnie zadowoliła, ponieważ utrzymał się na twarzy mimo ciągłych i gwałtownych zmian temperatur (kocham jak piec bucha mi gorącem w twarz), a do tego nigdzie się nie zrolował. Testowałam pomarańczowego maluszka podczas niepogody, więc przy zbliżających się upalnych i słonecznych dniach na pewno nie zawaham się go użyć, by odkryć jak w takich warunkach się sprawdzi.


Plusy
✅ Bardzo wysoka ochrona przed promieniowaniem UVA i UVB
✅ Konsystencja pozwalająca użycie gąbeczki do makijażu
✅ Witaminy
✅ Trwałość
✅ Ciepły ton


Minusy
Dla mnie brak

SKIN79 VIP Gold Super Plus BB Cream




I tym sposobem dochodzimy do ostatniego maluszka, którego opis wręcz zachwyca. Otóż te złote cudeńko zawiera koenzym Q10 i adenozynie, który wpływa pozytywnie na elastyczność naszej skóry więc redukuje oznaki starzenia. Do tego także VIP Gold ma nawilżać i dbać o to by nasza cera była ciągle nawilżona, a więc i tym sposobem zabezpiecza naszą twarz przed starzeniem. Więc mamy przed sobą produkt "o gładkiej i przyjemnej strukturze i odżywczej formule", który dodatkowo chroni nas przed oznakami starzenia bądź redukuje je, gdy mamy już z nimi styczność.
Jestem wielką zwolenniczką zapobiegania starzeniu się skóry więc widząc tak obiecane efekty nie mogłam się doczekać, aż sięgnę po to cudeńko. Chociaż zbyt krótko go stosuję by dostrzec to co jest obiecane to jednak jestem bardzo zadowolona. Krem posiada także przyjemną formę jak i ma ciepły ton, więc nie muszę straszyć kierownika, że pójdę na chorobowe. Podobnie jak Hot Pink posiada SPF 30, więc podstawowa ochrona jest. Trzyma się pięknie na twarzy i nie roluje się pod oczami.

Plusy

✅ Wspomaga zapobieganie starzeniu (koenzym Q10 i ATP)
✅ Ciepły ton
✅ Konsystencja pozwalająca użycie gąbeczki do makijażu
✅ SPF 30
✅ Trwałość

Minusy
 
➖ Dla niektórych mniejsze matowe wykończenie

Podsumowując jestem bardzo zadowolona z zakupu tego zestawu pomimo wpadki jaką okazał się dla mnie Hot Pink. Dzięki Skin79 Polska może zacznę kupować w naszym kraju a nie sprowadzać, chociaż nie zaprzeczę, że jestem oddaną fanką Etude House. Jednak Orange jak i VIP Gold podbiły moje serce. Na chwilę obecną będę się cieszyć z tych trzech maluszków. Nie dość, że są podręczne (idealnie nadają się na krótki wyjazd) to jeszcze mogę swobodnie wybierać co chcę nałożyć dzisiaj na twarz. W sumie czy Hot Pink nie nadaje się idealnie do straszenia szefa? :P
A czy wy miałyście styczność z któryś kremów BB od Skin79? Jakie były wasze odczucia i wrażenia? A może planujecie zakup któregoś z nich? Podzielcie się tym ze mną w komentarzach jak i zapraszam na Fanpage na Facebooku (można także kliknąć w gadżet u góry po lewej stronie).
czwartek, 19 maja 2016

#16 Dlaczego tak bardzo lubię grać - czyli ja od innej strony.

Nie od dziś wiadomo, że uwielbiam grać w gry i każdy mój znajomy wie, że jak nie odbieram telefonu to istnieje bardzo wielkie prawdopodobieństwo, że nabijam nowe levele. Ewentualnie walczę z smokiem i na Andraste nie mam zamiaru tego przerywać. Dlatego nikt nie przejmuje się, że nie daję znaków życia, ponieważ odsypiam nocną walkę z Mrocznymi Pomiotami, a za kilka godzin lecę do pracy. Jednak ostatnio zadano mi pytanie dlaczego tak bardzo pasjonuję się w grach. Jak na początku uważałam, że odpowiedź jest banalna to z każdą próbą nie wiedziałam jakich argumentów użyć. Zwłaszcza, że mój rozmówca był typem, który nie grywa w ogóle w gry i powołując się na Gothica nie łapie aluzji odnośnie grafiki. Dlatego po wielu przemyśleniach postanowiłam podzielić się tym co tak mi na prawdę w sercu gra.



Myślę, że znaczną przewagę w tej sprawie ma to, że od dziecka miałam dostęp do gier video i podczas brzydkiej pogody lub choroby wujek łaskawie pozwalał mi pograć. Nie był to najnowszy sprzęt i gry także, ponieważ posiadał takie perełki gdzie nie było opcji zapisz. Więc jak siadłam przed telewizorem to nie odeszłam póki nie przeszłam gry. No chyba, że moja mama postanowiła wyłączyć konsolę co kończyło się jej przeprosinami, ponieważ nie wiedziała a chciała bym zjadła obiad. Jednak to nie był okres gdzie bez konsoli nie wyobrażałam sobie życia, ponieważ ciekawsza była zabawa na dworze lub czytanie książek.
Dopiero później gdy miałam lepszy komputer mogłam grać w nowsze gry. Wtedy zaczęła się moja pasja do gier strategicznych. Potrafiłam kilka godzin grać w Settlersów czy w Europe Universalis. Czułam wielkie zafascynowanie mogąc decydować o losach świata i do tego satysfakcję, gdy obrałam dobra strategię. Co jak co ale do tej pory kocham gry tego typu, ponieważ bardzo rozwijają strategiczne myślenie jak i wiedzę na temat ekonomii oraz logistyki.
Z czasem zaczęłam sięgać po inne gry co zawdzięczałam mojemu wujkowi. Jako zapalony fan szeroko pojętej fantastyki szukałam czegoś w tym klimacie. Na moje szczęście wujek miał podobny gust więc od razu rzucił mi hasło: RPG. Tym sposobem kupiłam i zainstalowałam Gothica. Nie zaprzeczę, że obecnie grafika tej gry jak i liczne bugi są na strasznie niskim poziomie ale fabuła była czymś co mnie całkowicie pochłonęło. Odkryłam nową miłość jaką były gry z otwartym światem. Masa możliwości przejścia, ulepszanie wybranych umiejętności, tyle do odkrycia no i wspaniałe dialogi to było czymś co podbiło me serce. Zafascynowana sięgałam po kolejne tytuły niektóre lepsze inne gorsze. Tym sposobem rozwinęłam swój gust.



Nie zawsze miałam czas na gry czy może lepiej powiedzieć pieniądze. Nigdy nie prosiłam rodziców by mi jakąś kupili, ponieważ wiedziałam jakie jest ich podejście. Gra to tylko rozrywka na którą nie warto wydawać takich pieniędzy. Więc oszczędzałam a w wakacje pracowałam by rozwijać swoją pasję. Do tej pory sięgam po stare tytuły, których kiedyś nie mogłam kupić, ponieważ czasami te starsze gry są lepsze. Przykładem może być Dragon Age: Orgins o którym już pisałam. Moim zdaniem jest to jedna z najlepszych gier RPG w historii.
Kończąc tą notkę pragnę zauważyć, że nie napisałam w sumie dlaczego kocham gry a raczej skupiłam się na tym jak to wszystko się zaczęło. Dla mnie gry są odskocznią od rzeczywistości, idealną chwilą gdzie mogę się zrelaksować. Grając w RPG przenoszę się do innego świata gdzie wykreowaną postacią odkrywam wszystko na nowo. Przeżywam rozterki, podejmuje ciężkie decyzje, śmieje się z bohaterami i z nimi płaczę. To jest tak samo jak z dobrą książką - czuję więź z postaciami i pragnę poznać zakończenie. Jednak w tym przypadku to ja kreuje historię i od moich decyzji zależy jak się ona zakończy.


poniedziałek, 9 maja 2016

#15 Jak utonęłam w ślimakach czyli kosmetyki od Secret Key

O właściwościach wyciągu z śluzu ślimaka (mucyna) wiadomo nie od dziś. Pomaga zredukować oznaki starzenia oraz je hamuje jak i poprawia nawilżenie skóry. Czyli jednym słowem samo dobro i to dzięki takiemu małemu stworzeniu jakim jest ślimak. Na europejskim rynku kosmetycznym nie ma tak wielu produktów z mucyną ślimaka jak na koreańskim gdzie co chwilę można natknąć się na produkty z tym cudeńkiem. Ja zachęcona po moim żelu od Purito postanowiłam zainwestować w trochę więcej z tą wspaniałą substancją i tym sposobem posiadam trzy produkty od Secret Key z linii Snail Reapring czyli krem w formie żelu, esencję oraz maskę w płachcie.



Zacznijmy może od kremu w formie żelu, na który się skusiłam przez miłe doświadczenie z żelem od Mizon. Pierwsze co rzuciło się w oczy a raczej w nos po otwarciu pojemnika to zapach, który zawsze mi się kojarzył z starym kremem glicerynowym z cytryną. Co dziwne tylko mi tak pachnie, ponieważ inne moje koleżanki uważają, że jest to zapach kwiatowy (czyżby mój węch postanowił być unikatowy?). Jednak nie na tym chcę się skupić, ponieważ sam krem jest warty uwagi. Otóż jak już pisałam mucyna ślimaka ma wiele wspaniałych właściwości ale większości nam kojarzy się z takim obślizgłym żyjątkiem. Na szczęście żel nic a nic nie przypomina wydzieliny z ślimaka i ma bardzo lekką konsystencję. Po nałożeniu na twarz nie odczuwam lepkości a do tego bardzo szybko się wchłania nie pozostawiając na twarzy fluidu. 



Powiem, że pierwszej aplikacji miałam po chwili wrażenie, że za mało użyłam produktu, jednak nie zależnie ile się go nałoży i tak jest ten sam efekt. Dlatego moim zdaniem idealnie nadaje się jako baza pod cięższy krem (którym też się kiedyś pochwalę), ponieważ mam wrażenie, że gorzej rozprowadza się po nim podkład. Można to uznać za wadę jeśli nie odczuwa się super nawilżenia, jednak zawsze uważałam, że kremy w formie żelu są idealne na bazę pod cięższe kosmetyki nawilżające. Dlatego nie jest to dla mnie zbyt wielkim minusem, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że nawilżenie może także odbywać się wewnątrz skóry.

Skład


Kolejna na liście jest esencja czyli taki bardzo skoncentrowany krem posiadający bardzo wiele składników odżywczych, którymi "bombardujemy" naszą cerę. Jak w przypadku żelu to tutaj po przyciśnięciu pompki od dozownika od razu pomyślałam o ślimakach. Konsystencja była dość gęsta i lepka, chociaż nie oddaje to w pełni tego co chcę opisać. Po prostu kojarzy się z wydzieliną ślimaka i od razu zaczęłam się obawiać, że tak samo zachowa się na mojej twarzy. Jednak mimo uprzedzeń esencja bez problemu dała się rozprowadzić na twarzy nie pozostawiając żadnego uczucia lepkości czy nawet wrażenia, że coś tak skondensowanego jest na mojej twarzy. Tylko chwilę po nałożeniu widziałam jak twarz mi się błyszczy, ale po minucie pozostałości esencji się wchłonęły pozostawiając skórę gotową do dalszej pielęgnacji. 

 


No i na sam koniec mój faworyt czyli maska w płachcie. Co jak co ale uwielbiam takie maski, więc nie mogłam sobie darować i nie kupić kilku z tej serii. Podobnie jak krem miała dla mnie zapach kremu glicerynowego oraz jak w przypadku esencji dało się wyczuć pod palcami tę "maź". Chociaż to nie przeszkadzało ponieważ nałożenie maski w płachcie to czysty relaks i jest o wiele bardziej czystsze od tradycyjnych maseczek. Po całym dniu pracy przyjemnie było sięgnąć po tę maskę zwłaszcza, że w porównaniu do innych kosmetyków z tej serii zawiera także EGF (aktywator komórkowy), który pobudza naszą skórę do produkcji kolagenu. 


Moje odczucia do kosmetyków z tej serii są mieszane, ponieważ bardzo przyjemnie nakłada się je na twarz (jak nie myśli się o ślimakach) ale jednocześnie efekty są na początku słabo dostrzegalne. Owszem poczułam różnicę po dwóch miesiącach jednak jeśli ktoś oczekuje efektu po tygodniu to może się rozczarować. U siebie dostrzegłam lepsze nawilżenie twarzy zwłaszcza, że dość często przesuszała mi się skóra na czole i co chwilę musiałam z nią walczyć, teraz praktycznie w ogóle nie dostrzegam by coś się tam miało dziać. Do tego poprawiła się elastyczność mojej twarzy jak i zmniejszyły się płytkie zmarszczki (te pod oczami uparcie się trzymają). Na pewno polecę maskę w płachcie z tej serii, ponieważ nakładanie jej to czysta przyjemność. Natomiast pozostałe kosmetyki zaproponowałabym osobom, które po pierwsze chcą stosować mniej inwazyjne kosmetyki redukujące proces starzenia jak i mają cierpliwość jeśli chodzi o czekanie na pierwsze efekty. Z przyjemnością korzystam z kremu i żelu, ale wiem, że na porządne efekty będę musiała jeszcze długo poczekać i zużyć parę opakowań, ale na razie chcę zobaczyć co jeszcze się zmieni do samego końca użytkowania obecnych opakowań. 

Przy okazji przepraszam za dość długą przerwę, ale miałam tyle na głowie w domu jak i w pracy, że nawet na chwilę nie mogłam znaleźć chwili na napisanie recenzji. W ciągu kilku dni nadrobię zaległości i mam nadzieję, że dalej będziecie chcieli zaglądać na mojego bloga.
piątek, 1 kwietnia 2016

#14 Jak cukier potrafi zdziałać cuda czyli recenzja Tony Moly Gold Black Sugar Mask

Jakiś czas temu na moim Instagramie pochwaliłam się nową paczką z Korei pełną mojego zaopatrzenia kosmetycznego. Jednak do kilku stałych produktów postanowiłam dorzucić kilka nowych które mam zamiar wam przedstawić. By nie przedobrzyć będę przedstawiała wam po jednym produkcie dlatego dzisiaj zacznę od niepozornego opakowania z maską i peelingiem od Tony Moly.



Po pierwsze zacznijmy od składu, który powinien zachwycić każdą fankę naturalnych kosmetyków czyli głównie czarny cukier, miód, złoto oraz klika minerałów. Dzięki temu produkt działa nawilżająco oraz oczyszczająco, a efekty na prawdę bardzo szybko można zauważyć.



Moje własne odczucia odnośnie tego kosmetyku na początku były mieszane. Pamiętam jak pierwszy raz go nałożyłam miałam wrażenie, że duże drobinki cukru wręcz zetrą mi twarz. Było to spowodowane wcześniejszym używaniem łagodnego peelingu od Tołpy o którym już wspominałam. Jednak przy drugim zastosowaniu nie czułam już takiego dyskomfortu jednak ciągle brakowało mi tego efektu "wow". Postanowiłam się przeboleć i moim wręcz słabym angielskim wzięłam się za poszukiwania opinii na tema używanego produktu i odkryłam, że robię to źle.
Owszem na początku nakładałam warstwę na twarz i tak jak bywa zazwyczaj w tego typu kosmetykach zaczęłam delikatnie masować twarz by drobinki pozbyły się martwego naskórka. Dopiero po przegrzebaniu sieci odkryłam, że jeśli chcę uzyskać obiecane efekty to powinnam nałożyć kosmetyk na twarz i pozostawić go tak jak robi się z maską. Najlepiej tak zrobić podczas kąpieli gdy para wodna rozpuszcza drobinki cukru. Wydawał mi się to głupi pomysł, ponieważ jak ma to oczyścić twarz jeśli zaraz cały cukier z niej spłynie i nawet nie będzie miał szans by wydobyć zebrane sebum i brud. Ale jestem naturalną blondynką, więc sceptycznie nastawiona tak zrobiłam. Jakim miłym zaskoczeniem było gdy po kąpieli dostrzegłam faktycznie oczyszczone zaskórniki i to bez peelingu mechanicznego! Od tamtej pory stałam się wielką fanką tej maski od Tony Moly a tym bardziej, że jeśli odczuwa się potrzebę starcia martwego naskórka to można ją wykorzystać jako peeling pomijając wszelkie obiecane efekty.



Jednak pragnę zauważyć, że maskę stosuję dwa razy w tygodniu a nałożenie jej poprzedza demakijaż oraz oczyszczenie twarzy dwoma produktami myjącymi. Mój kochany żel od Purito oraz olejek do mycia twarzy, więc produkt jest nałożony na idealnie oczyszczoną twarz.

Komu polecam Gold Black Sugar Mask? Każdemu kto nie może stosować peelingów mechanicznych a chce zadbać o nawilżenie twarzy oraz pozbyć zaskórników. Do tego jest to w pełni naturalny kosmetyk i nie podrażnia cery wrażliwej, więc osoby zmagające się z tym problemem także mogą śmiało sięgnąć po to cudeńko.

Przy okazji spóźnione życzenia po Wielkanocne, ale miałam tak dużo na głowie, że posiadałam odwyk od komputera i telefonu. xD
poniedziałek, 21 marca 2016

#13 Let's play: The Witcher

Witam was w mojej już drugiej notce odnośnie gier. Dzisiaj chcę wam przedstawić najbardziej znaną polską produkcję na rynku gier, a może raczej pierwszą część znanej serii czyli Wiedźmina. W końcu każdy szanujący się fan fantastyki zna świat i bohaterów stworzonych przez Andrzeja Sapkowskiego! Do tego bądźmy szczerzy ale o Geralcie jest bardzo głośno dzięki najnowszej części, jednak o niej nie będę dzisiaj mówić.

Chyba widać, że jestem fanką Wiedźmina...


Na moim Instagramie pojawiła się podpowiedź co do dzisiejszego posta. W sumie wielki napis w zeszycie raczej rzuca się w oczy. No ale to nie moja wina, że podczas gier robię notatki? Podobnie jak w przypadku DA chcę wam pokrótce przedstawić o czym jest gra oraz za co ją uwielbiam.



Po pierwsze jak już było to wspomniane, gra utrzymuje się w klimacie książek Sapkowskiego czyli mamy przed sobą wiedźmiński świat pełen potworów i tajemnic. Wcielamy się w rolę głównego bohatera jakim jest nijaki wiedźmin Geralt z Rivii. Gra jest tak sformułowana, że można w nią spokojnie grać nie znając się w ogóle na przedstawionym świecie. Jest to możliwe dzięki takiemu zabiegowi jak utrata pamięci przez głównego bohatera. Na początku rozgrywki trafiamy do Kaer Morhen i tutaj właśnie zostaje nam przedstawiona mechanika walki, o której trochę więcej opowiem później. Generalnie gra zaczyna się od najazdu na Wiedźmińskie Siedliszcze a my wraz z innymi staramy się go odeprzeć. Nie spoilerując całej fabuły w końcu pozbywamy się intruzów.... Tracąc przy tym kilka wiedźmińskich mutagenów i tajemnic. W sumie czy wspomniałam, że Próba Traw jest bardzo ale to bardzo tajna i Wiedźmini nie chcą się tą wiedzą dzielić? Jeśli tego nie zrobiłam a nie czytaliście książek ani nie graliście w następne części to w sumie musicie to wiedzieć. Bo nasi mutanci bardzo nie chcą dzielić się swoimi sztuczkami tworzenia kolejnych wiedźminów więc niczym dziwnym nie będzie, że postanawiają ruszyć w pościg za zgrupowaniem złodziei. Aby było jeszcze bardziej wyniośle to ruszają w cztery strony świata, każdy samotnie.




Zaraz! W sumie Geralt samotny nie będzie, ponieważ rusza do Wyzimy gdzie spotyka znajome kobiety. Ale kto i w jaki sposób będzie to wpływać na rozgrywkę to zostawiam wam już do odkrycia, ponieważ nie chcę psuć wam frajdy z sięgnięcia po ten tytuł. Za to może skupię się na samej mechanice gry? W sumie to raczej powinnam.




Po pierwsze nie mogę się powstrzymać by nie rozpocząć od systemu walki. Uprzedzę, że jeśli jesteś graczem i masz za sobą Dziki Gon to podczas odpalenia pierwszej części dostaniesz ataków spazmów. Zawdzięczamy to wspaniałej mechanice klikania w myszkę w odpowiednim momencie, co zależy od poziomu trudności. Może być ikonka, która pokazuje kolorem czy jest czas na kolejny atak ale na najtrudniejszym poziomie musimy domyślać się po kolorze jaki pojawia się pod prawdziwym mieczem, W sumie to są bardzie smugi rozcinanego powietrza, ale ciii... To taki mały szczegół. Więc jeśli źle klikniesz to całe combo poszło się..... Przejść do lasu. Więc osoby mające doświadczenie z nowszymi częściami proszę o wielką dozę cierpliwości i nie rzucanie myszkami czy padami. Po prostu Geralt po utracie pamięci musiał także zapomnieć w którym momencie ma zrobić młyniec.

Generalnie ciosów uczymy się z doświadczeniem mogąc rozkładać talenty jak chcemy. W sumie gdy pierwszy raz grałam w tą grę nie wiedziałam jak najlepiej to zrobić, ponieważ mam do dyspozycji trzy style jak i do tego dwa rodzaje broni (srebrna i stalowa). Jeśli nie ma się doświadczenia z tego typu grami może być ciężko ale gwarantuję, że szybko można się nauczyć w co lepiej inwestować. Do tego no sam wygląd interfejsu niezbyt zachwyca. Jednak co można się spodziewać po produkcji z 2007 roku? Style walki są ważne ponieważ każdy przeciwnik wymaga innego podejścia. No chyba, że nie straszne wam tracenia żywotności wtedy proszę bardzo róbcie co chcecie.



Wszelką wiedzę zdobywamy czytając książki np. o zielarstwie albo wybijając kolejne potwory. W sumie parę umiejętności musimy sobie sami wykupić jeśli chcemy między innymi zbierać z potworów kilka potrzebnych składników do wiedźmińskich eliksirów, bez których na trudniejszych poziomach nie można się nigdzie ruszyć.

Jak mowa już o roku to grafika w porównaniu do nowszych gier nie jest zbyt powalająca ale za razem nie razi tak w oczy. Da się ją przeżyć zwłaszcza jeśli grało się w Gothica, gdzie bądźmy szczerzy grafika do najlepszych nie należała. W przypadku Wiedźmina szybko można zapomnieć o niezbyt powalających krajobrazach i wyglądach postaci, ponieważ fabuła po pewnym czasie zaczyna tak wciągać, że piksele to taki pikuś. Do tego można nacieszyć oczy widząc wspaniałe obrazy podczas wspomnień Geralta oraz ładowania się nowych miejsc.




Sam świat gry jest korytarzowy czyli mimo widocznej przestrzeni możemy się poruszać tylko po udostępnionych dla nas terenach, które przypominają właśnie korytarze. Nie raz załamywałam się widząc, że mały krzak bądź pseudo płotek był przeszkodą dla Geralta. Wtedy myślałam "Serio... To jest za trudne dla zawodowego zabójcy potworów?". Może to trochę denerwować, jednak tak jak w przypadku grafiki po chwili na to nie zwracamy uwagi. W sumie nie próbujcie wsadzić Geralta do wody... Jak w Dzikim Gonie umie pięknie pływać i nurkować to po utracie pamięci i tej umiejętności zapomniał. 




Jak przystało na Wiedźmina także nie obejdzie się bez romansów, gdzie po zdobyciu panienki otrzymujemy kartę kolekcjonerską. W sumie w pewnym momencie zaczęłam podejrzewać, że Geralt zamiast szukać zleceń na potwory zaczepia każdą kobietę szukając możliwości chędożenia. Nie trudno się domyślić, że i to był pewien wyczyn, ponieważ spośród wszystkich szlachcianek trzeba było mieć szczęście i trafić na tą odpowiednią.



Na sam koniec pozwolę opisać swoje uczucia odnośnie tej gry jak i wytłumaczyć moje zafascynowanie Wiedźminem mimo kilku wkurzających aspektów. Widzicie jestem wielką fanką dzieła A. Sapkowskiego i dumnie posiadam wszystkie książki z tej serii. Dlatego niczym dziwnym nie będzie, że kocham także gry o Geralcie z Rivii. Dlatego głównie kocham tą grę za samą możliwość przeciągania swojej miłości do Wiedźmina jak i zarazem do tego rodzaju rozgrywki. W sumie posiadam wszystkie trzy części tej gry i systematycznie do nich wracam (póki nie wyjdzie nowy dodatek do Wiedźmina III ) bo jest warto. Wspaniała oprawa muzyczna, nawiązania do naszych starych słowiańskich wierzeń no i Jaskier. Co jak co, ale ten Bard potrafi rozbawić człowieka.Polecam tą grę każdemu fanowi fantastyki, który nie musi koniecznie znać książek. Ale uprzedzam, że sięgniecie po nie, bo świat Wiedźmina jest genialny! Owszem osoby, które grały w najnowszą część będą miały przysłowiowy "WTF" ale nie powinno się porównywać gry z tak różnych lat, chociaż Dziki Gon jest wręcz arcydziełem. Jednak co to za przyjemność z gry kiedy nie miało się okazji przejść poprzednich części?


niedziela, 20 marca 2016

#12 Miłości nie da się kupić ale można ją uratować - czyli o mej miłości do czworonogów.

Dzisiaj chcę wam przedstawić pewną ważną sprawę jaką każdy miłośnik zwierząt powinien mieć na uwadze. Jako, że od dziecka miałam obok siebie czworonoga jestem zapaloną psiarą i bez tych oddanych zwierząt nie wyobrażam sobie życia. Zresztą nie radzę wchodzić ze mną w dyskusję co jest lepsze pies czy kot (oczywiście, że PIES) ponieważ moja miłość do nich będzie zażarcie walczyć o wygranie rozmowy. Ale wracając do tematu chcę wam pierw przedstawić mojego psa - Zoję, która już za niedługo będzie w mym domu od roku.



Niestety nie da się uniknąć straty swojego czworonożnego przyjaciela... Choćbym nie wiem co zrobiła nie potrafię przedłużyć im życia i niestety musiałam ze smutkiem pożegnać trzy psy. Jednak mimo wielkiego bólu w sercu i tęsknoty nie potrafiłam żyć w miejscu gdzie psinka nie pląta się pod nogami. I na serio nie ma to nic wspólnego z tym, że jak jedzenie spadło na ziemię to musiałam je sprzątać... W ogóle. No dobra, coś w tym jest ale to nawyk z posiadania psów. Więc wracając do tematu gdy tylko pożegnałam Dżesikę (Pisownia poprawna - moja Mama jest dyslektykiem i tak podała weterynarzowi) nie mogłam się pozbierać. Nie ważne ile psów się straci to i tak zawsze to boli mimo wiedzy, że kiedyś to nastąpi. Jest tak, ponieważ pies staje się członkiem rodziny i bez niego trudno wyobrazić sobie życie, zwłaszcza jeśli się z nim wychowano.


Dżesika


Dlatego gdy w końcu udało mi się przekonać domowników do kolejnego psa postawiłam jasny warunek. Nie chcę już kupować psa w hodowli. Widzicie Dżesika była kochanym i oddanym psem, który miał tyle szczęścia, że znalazł się w naszym domu gdzie do jej ostatnich chwil robiliśmy wszystko by z nami była. Jednak zdałam sobie sprawę, że nie wszystkie psiny mają tyle szczęścia i teraz siedzą za kratami w schroniskach i być może nie mają już nadziei na nowy dom. Właśnie dlatego chciałam dać chociaż jednemu psu tą wielką miłość, która pokaże mu, że nie każdy człowiek jest okrutny. Po długich naradach w końcu wybraliśmy się do schroniska w Przylasku gdzie postanowiliśmy przygarnąć około trzyletnią suczkę w typie owczarka belgijskiego o imieniu Zoja. Od razu podbiła nasze serca i mimo prawie dwugodzinnej jazdy samochodem do tego schroniska nie żałowaliśmy takiej decyzji. W schroniskach oferuje się możliwość sterylizacji/kastracji zwierząt za co kosztów nie ponosimy. My zdecydowaliśmy się na taki zabieg, ponieważ nasz pierwszy pies co cieczkę nam uciekał (i były potem szczeniaki). Formalności samej adopcji były proste czyli przypisanie czipów do naszego nazwiska i adresu oraz wpłacenie kwoty na przysłowiową cegiełkę. 




Będę szczera, że przez pierwszy miesiąc było ciężko. Na początku nie chciała jeść, a jak już coś wzięła to chowała to po różnych zakamarkach w domu. Prawdopodobnie musiał być to odruch z ulicy czy może ze schroniska. Jednak szybko zrozumiała, że to co jej dajemy to nie tylko ciepły dom i pełna miska, ale przede wszystkim miłość. Zaczęła ją odwzajemniać i jeszcze bardziej prosić o uwagę mogąc w końcu zaspokoić swe pragnienie bycia kochaną. Może jest trochę głośna (kocha szczekać z każdego powodu - tak jakby rozmawia z nami xD ) ale to jej urok i wie, że w życiu się jej nie pozbędziemy.

"Nie wiem co robisz ale możesz mnie pogłaskać"
Bardzo oryginalnie mi przeszkadzała w pisaniu

Na sam koniec chcę powiedzieć, że jeśli myślicie o jakimś zwierzaku to proszę zastanówcie się nad adopcją. Tak wiele z nich już nie ma nadziei na odrobinę miłości i wierzcie mi, że jeśli dacie im szansę to będą wam wdzięczne do końca swych dni i będą z dwojoną siłą odwzajemniać wasze uczucia. Ponieważ tak jak jest w tytule: Miłości nie da się kupić ale można ją uratować. Pamiętajcie o tym za każdym razem gdy usłyszycie, że ktoś chce kupić sobie psa/kota/konia czy co tam jeszcze.

A teraz parę zdjęć mojego psiska :'D











środa, 16 marca 2016

#11 Wyznania kasjerki - czyli 10 sytuacji dzięki którym ciągle wierzę w ludzkość

Po moim ostatnim poście z tej serii możecie uznać, że nie cierpię ludzi, ale tak nie jest. Mimo, że praca w handlu a zwłaszcza z klientami do najłatwiejszych nie należy ale kocham ją. Dlatego dzisiaj chcę wam przedstawić dziesięć sytuacji, które powodują, że ciągle chcę pracować, ponieważ to jak się zachowujemy w niektórych sytuacjach jest fascynujące! A więc bez owijania w bawełnę przedstawiam wam moją listę heroicznych postaw na sklepie.


Bardzo adekwatny gif do do tematu xD

1. Niech Pani się nie męczy ja to ściągnę.

Niby taka prosta sytuacja ale jak widzę gdzie np. kobieta nie może dosięgnąć do wysokiej półki by wziąć produkt, a ja nie mam chwilowej możliwości jej pomóc i nagle pojawia się całkiem obcy mężczyzna bądź nawet wysoka kobieta, która ściąga towar z uśmiechem i podaje biednej niskiej osóbce. Taka bezinteresowna pomoc po prostu chwyta za serce i pokazuje, że nie wszyscy martwią się tylko o swoje cztery litery i widząc kogoś, kto ma problem chcą pomóc.


2. Spokojnie. Niech Pani/Pan się spakuje.

Często przy kasach jest tak, że każdy chce jak najszybciej wyjść ze sklepu z zakupami. Dlatego gdy ktoś się ociąga w pakowaniu następuje fala westchnień i nerwowego tupania. Wtedy osoba która zbiera swoje zakupy jest jeszcze bardziej zestresowana co niekoniecznie działa na szybkość pakowania. Więc gdy ktoś z uśmiechem i spokojnie mówi, by się nie spieszyć działa jak okład na ranę. Niestety rzadko się to zdarza przez co wywołuje u mnie za każdym razem uśmiech, ponieważ wiem jak to jest gdy masz duże zakupy i chcesz się jak najszybciej skasować. Pokazuje to, że znowu ktoś nie myśli tylko o sobie i chce zapewnić pewien komfort innej osobie.


3. Czy mogę jakoś pomóc?

Takie pytanie zazwyczaj jest wypowiadane przez pracowników, jednak zdarza się, że można je usłyszeć od innych klientów. Gdy widzą jakiś problem u innego klienta potrafią podejść i spytać czy nie potrzebuje pomocy. W ostatnią niedzielę widziałam jak kobieta podeszła do pewnego dziadka, który stał przy lodówkach chłodniczych i nerwowo się rozglądał. Okazało się, że dostał listę zakupów ale nic z niej nie może znaleźć. Pani zamiast poprosić mnie o pomoc spojrzała na kartkę mężczyzny i zaproponowała, że razem z nim odnajdzie potrzebne produkty. Pan był tak wzruszony, że gdy się kasował dał mi tabliczkę czekolady i prosił bym przekazała ją jego wybawicielce. Chyba nie muszę mówić jaka byłam wzruszona a co dopiero nic nieświadoma kobieta.


4. Proszę bardzo, niech Pan/ Pani skasuje się pierwszy/pierwsza.

Takie sytuacje mają zazwyczaj miejsce gdy ktoś ma bardzo duże zakupy a za nim stoi ktoś tylko z paroma produktami. Miło jest gdy ktoś świadom tego, że zajmie kasę na dłuższy czas chce przepuścić kogoś by nie musiał zbyt długo stać. Przy okazji jest to pewna pomoc dla pracowników, ponieważ w ten mały sposób można zapobiec większym kolejką.


5. Niech Pani tego nie dźwiga.

Odnosi się to w większości do kobiet i nie tylko klientek. Nieraz gdy wykładam towar i muszę odłożyć cały karton soków na kaskiet (taka półka u góry gdzie daje się produkty nie mieszczące się na półce) podchodzi klient i oferuje swoją pomoc. Uwierzcie mi, że to jest tak wzruszające, że nigdy nie wiem jak mam zareagować. Widzicie chodzi tutaj o to, że ktoś mi całkiem obcy martwi się o mój kręgosłup bardziej niż ja i nie chce bym miała uszczerbek na zdrowiu. To jest jedna z moich ulubionych postaw, ponieważ także niektórzy reagują jak starsza Pani próbuje wziąć zgrzewkę z wodą i włożyć do koszyka. Taka bezinteresowna pomoc po prostu wzrusza i koniec kropka.

6. Gdzie znajdę punkt oddawania produktów na cele charytatywne?

Czyli po prostu ktoś chce wspomóc różne akcje jak np. "Zbiórka żywności" co chyba nie potrzebuje większego komentarza. Takie pomaganie osobą najbardziej potrzebujących było, jest i będzie najbardziej heroiczną postawą wśród klientów i chyba najbardziej odbudowuje wiarę w ludzi.


7. Czy nic się Pani/Panu nie stało?

Wypadki na sklepie są rzeczą codzienną. Nawet małe urazy występują kilka razy dziennie i to nie tylko wśród pracowników. Ktoś się spieszył i uderzył barkiem o regał, albo zapatrzył się i wpadł na stend (kartonowe półki zazwyczaj z towarem od jednego producenta) bądź na wysepkę (coś jakby stół owinięty papierem z daną tematyką np. wielkanocną gdzie stoją tematyczne produkty). Takich sytuacji jest wiele a to, że ktoś stojący obok podjedzie i spyta czy wszystko jest w porządku jest po prostu miłe. Ot tak znowu pokazuje się swoją bezinteresowność. W moim przypadku siedząc na kasie nie raz coś mi głośno strzyknie w kościach np. podczas przerzucania zgrzewek z wodą i od razu padają pytania czy aby na pewno nic mi się nie stało. Czy wtedy dzień nie jest milczy mimo bólu w stawach? Oczywiście by pokazać jak czasami takie podejście potrafi nam uratować skórę przedstawię sytuację z lata:
Jak wiadomo podczas poprzednich wakacji był wysyp os a może raczej plaga. Wszędzie było ich pełno więc my na sklepie wręcz na nie polowaliśmy z kartonami w ręce. Podczas kasowania jednego klienta nie zauważyłam jak jedna z os się kręciła. Gdy skanowałam nagle poczułam przeszywający ból pod pachą. Poderwałam się i wytrzepałam koszulę spod której wypadła winowajczyni. Ponieważ był dłuży ruch chciałam wrócić do kasowania, chociaż czułam na zmianę uderzenia gorąca i zimna. Klienci wręcz na mnie krzyknęli bym sobie darowała i kogoś wezwała. Okazało się, że jestem  uczulona na ich jad więc tym sposobem mogłam szybko zareagować za co jestem im wdzięczna.

8. Proszę się uspokoić!

Chodzi tutaj o sytuacje gdy jeden klient z jakiegoś powodu zaczyna się awanturować bądź jest pod wpływem alkoholu. Niestety wtedy my pracownicy jesteśmy, że tak powiem pod ręką i nie raz my za to obrywamy. Dlatego gdy klient staje nagle w naszej obronie jest to po prostu nie do opisania, w końcu trzeba mieć odwagę. Tak samo jest gdy np. jakaś para się wykłóca i pokazuje to całemu światu wtedy nagle da się usłyszeć "Proszę o spokój! Nie tylko wy jesteście na sklepie". Oj trzeba mieć przy tym przysłowiowe jaja. Ale dodam, że i my szybko wtedy reagujemy wzywając ochronę gdy zapowiada się, że słowne upomnienie działa na danego delikwenta jak płachta na byka.

9. A słyszała Pani to...

Czyli wszelkie żarty czy zabawne historyjki jakie opowiadają nam klienci, W ciągu dnia kasuje się od setek do tysiąca klientów (zależnie od sezonu) gdzie większość to po prostu niezapamiętane twarze, które położyły towar na taśmę, zapłaciły i wyszły bez słowa "do widzenia". Jednak są tacy, którzy już dobry humor przekazują gdy tylko podchodzą do kasy. Z uśmiechem na ustach się witają i zaczynają bardzo miłą rozmowę. No co więcej powiedzieć? Tacy klienci to cud, który dodaje nam sił na resztę dnia. Do tego nagle utrwalają się w naszej pamięci i to na bardzo długi czas.


10. Ile Pani/Panu brakuje?

Jest to druga po przekazywaniu żywności celom charytatywnym postawa, która pokazuje jak można być bezinteresownym i chętnym do pomocy. Nie raz gdy przy kasie jest osoba, której brakuje nawet kliku groszy do opłacenia, ktoś w kolejce proponuje, że się dorzuci. Nie chodzi tylko o takich ludzi, którzy mają ciężko i to po nich widać. Nawet bardzo dobrze ubrani klienci mają ten problem, ponieważ portfel zostawili w domu/samochodzie czy w pokoju hotelowym. Ja niestety nie mogę przymknąć oka na brak pewnej kwoty, ponieważ jestem z tego rozliczana a tutaj ktoś całkiem obcy chce się dorzucić, by osoba stojąca przy kasie nie musiała z czegoś rezygnować.

A więc to jest moja lista, która na prawdę podbudowuje moją wiarę w ludzkości. Chociaż niektóre z tych punktów są małymi błahostkami to jednak potrafią zmienić wszelkie poglądy. Oby więcej ludzi było tak chętnych do pomocy.
A wy co uważacie o takim zachowaniu? Może i wy byliście świadkami takich sytuacji?