Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wyznania kasjerki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wyznania kasjerki. Pokaż wszystkie posty
piątek, 1 lipca 2016

#21 Co się dzieje na sklepie gdy klient nie patrzy - Wyznania Kasjerki

Kiedyś pisałam, że opiszę co pracownicy wyrabiają na sklepie jeśli nie ma klienta w pobliżu i dzisiaj chcę dotrzymać słowa. Jest to także spowodowane faktem, że we wtorek pożegnaliśmy naszego kierownika i naszła mnie ochota na wspominki. Niektóre sytuacje mogą wydać się dziwne i zapewne zrozumie je osoba, która chociaż raz pracowała na sklepie ale postaram się wytłumaczyć co chodziło nam wtedy po głowie. Więc do dzieła!



Pierwszą rzeczą jaką robimy gdy mamy chwilę spokoju to jest po prostu rozmowa. Jednak nie mówimy wtedy o takich sprawach jak pogoda tylko rzucamy w siebie sucharami bądź plotkujemy o tym co zabawnego nam się przydarzyło z udziałem klientów. Na przykład ostatnio miałam z kolegą napady głupawki odnośnie buraków i chrzanu na których brak narzekał jeden z klientów (chociaż "narzekał" to zbyt słabe słowo" i gdy tylko zdarzyła się okazja śmialiśmy się z tego. Mniej więcej wyglądało to tak, że co chwilę szły teksty "przestań chrzanić i idź sadzić buraki". Co zapewne jeśli usłyszałby klient to nic by nie zrozumiał. Ale nas to tak rozbawiało, że prawie leżeliśmy ze śmiechu.
Tak samo gdy na zmianie trafią się gracze i nagle zaczynamy dyskutować o jakiejś grze bądź jak to miałam z innym kolegą o zabijaniu smoków. Wyobraźcie sobie minę klienta, który zaspany wchodzi do sklepu i słyszy jak dwójka dorosłych pracowników kłóci się czy zabijanie smoków jest dobre czy złe. Jestem pewna, że uznał nas za chorych psychicznie i zaczął powoli żałować, że przekroczył próg supermarketu.




Druga rzecz to podjadanie. Nieraz w trakcie pracy potrafi złapać mały głód i wtedy trzeba coś zjeść. Zazwyczaj jakaś mała przekąska, która zmieści się do kieszeni i podczas np. wykładania towaru można ją spokojnie zjeść. Rok temu na dzień dziecka otrzymaliśmy od kierownika po pacce mamby więc każdy z nas przy jakiejś okazji się nią zajadał. Moja koleżanka uznała, że zamiast co chwilę odwijać papierki wpakuje do buzi kilka na raz. Cóż nie wiedziała, że gdy się zaklei podejdzie do niej klient by się o coś spytać. Nigdy nie widziałam by była tak speszona jak wtedy gdy nie mogła połknąć mamby by odpowiedzieć klientowi. Tak samo nieraz na kasie trzymam kanapki i staram się je skubać by wytrzymać do przerwy (jestem strasznym łakomczuchem) i gdy tak zapcham się kanapką akurat musi ktoś podejść do kasy. Na szczęście większość klientów jest wyrozumiała.






W trzeciej czynności jesteśmy mistrzami. Kojarzycie ten moment podczas zakupów gdy nie możesz czegoś znaleźć i poszukujesz obsługi, która jeszcze chwilę temu tutaj była ale nigdzie nikogo nie ma? To właśnie nasze ulubione zajęcie czyli uciekanie przed klientami kiedy zauważamy, że coś od nas chcą. Zazwyczaj ma to miejsce podczas złych dni albo gdy jest tyle do roboty, że nie ma się ochoty pokazać palcem gdzie co leży. Wtedy włącza nam się kontrolka informująca, że czas uciekać a najlepiej to do magazynu. Niby musimy być nastawieni na idealną obsługę klienta, ale gdy ktoś mnie pyta po raz setny od toaletę albo o chrzan to ma się już dosyć i trzeba się szybko ewakuować. Jeśli to coś ważnego pójdzie do kasjerki i ta nas zawoła ale jeśli to było lenistwo by nie przejść przez cały sklep to mówi się trudno. Wiem, jesteśmy wredni.



Najlepszą zabawą na sklepie jest jeżdżenie wózkami, ale nie zgodnie z zaleceniami. Gdy tylko jest pusta alejka budzi się w nas dziecko i nagle się rozpędzamy i uwieszamy na wózku by z pięknym poślizgiem dojechać tam gdzie chcemy. Oczywiście wtedy wózki są odpowiednio dociążone towarem do wyłożenia. Nauczyłam się tego gdy kiedyś tak zadowolona się rozpędziłam i chwilę później widziałam sufit a wózek dalej pojechał. Ponoć na monitoringu dość zabawnie to wyglądało bo nagle na jednej kamerze jestem a na drugiej już widać tylko samotny wózek.



A widzieliście kiedyś jak dwóch pracowników rzuca do siebie arbuzami, bo jednemu nie chce się ze skrzyni iść do półki? Mówię wam to powinna być dyscyplina sportowa a jak do tego zacieśnia więzy pracownicze! Oczywiście to wszystko ma miejsce gdy klienta nie ma w pobliżu bo w końcu nie wypada rzucać czymś co może kupić. Ma to nie tylko miejsce na warzywniaku ale wszędzie. A coś kolega znajdzie na półce gdzie nie powinno być, a ja akurat jestem tam gdzie jest miejsce tego produktu więc wtedy czas na zabawę! No dobra nie robimy tego tylko na alkoholach, bo w sumie byłoby żal gdyby się rozbiło.



Wśród męskiej części załogi jest jedno bardzo lubiane zajęcie na piekarni - straszenie ludzi. Jako, że piekarnia jest tak zabudowana, że nawet nas nie widać gdy wyrzucamy bułki to klienci nie mają pojęcia, że gdzieś tam za pólkami chowa się wredny pracownik. Oczywiście nie mówię tutaj o panice gdy włącza się alarm pieca by wyjąć bułki (wyje jak alarm antywłamaniowy) bo to nie jest od nas zależne. Ale wyobraźcie sobie gdy mała dziewczynka chce wziąć bułki, schyla się a tam nagle z nowej porcji ciepłych kajzerek wyłania się wielka rękawica kuchenna i kłapie. Na szczęście nikt ich nigdy nie przyłapał i rodzice uważają, że dziecko przestraszyło się wpadających bułek.



No i myślę, że na chwilę obecną to wszystko chociaż mam więcej zabawnych sytuacji, ale nie chce nikogo zgorszyć. Przy okazji dziękuję za udział w rozdaniu i myślę, że do wtorku powinny pojawić się wyniki.
sobota, 4 czerwca 2016

#18 Wyznania kasjerki - "To że Ciebie obsługuje nie oznacza, że jestem gorszego sortu"

Dzisiaj będzie trochę na poważnie, ponieważ chcę poruszyć temat chorej logiki naszego społeczeństwa. Otóż chodzi o bardzo prosty problem - traktowanie obsługujących ich ludzi. Może i jest to ciągle wałkowany temat jednak jeśli nie widać efektów to i mi nie zaszkodzi o nim napisać. Dodam, że ten post pisałam bardzo długo ponieważ mimo wszytko jest to drażliwy temat, a ja sama ofiara takiego zachowania nie chciałam zbyt emocjonalnie podchodzić do tego wszystkiego.

Zacznijmy od tego, że ja sama w handlu pracuję od trzech lat i mam bezpośrednią styczność z klientami. A to oznacza, że to właśnie moja osoba jest tą pierwszą, którą spotyka klient. Generalnie wymogi w obsłudze klienta nie są małe, ponieważ od naszego zachowania zależy jak konsument zapamięta sklep/restauracje/bar/itd i czy będzie chciał wrócić. Gdy odbywałam pierwsze szkolenie co chwilę zwracano mi uwagę na wysoki POK (Poziom Obsługi Klienta), który muszę spełnić. Jednak to nie usprawiedliwia niektórych zachowań ludzi! Owszem do moich obowiązków należy zapewnienie komfortowej i życzliwej obsługi, ale to działa w dwie strony. Bądźmy ze sobą szczerzy, ale czy nie przydarzyło wam się zobaczyć jak gburowaty klient wyżywa się na kelnerze czy kasjerce? Bo ja jestem pewna, że każdy z was nie raz był świadkiem takiej sytuacji i zapewne niestety nie po raz ostatni. Wynika to z przekonania, że jeśli ten ktoś mnie kasuje to oznacza, że jest gorszy i mogę robić co chcę - w końcu za to im płacą. Jednak często zapominają, że gdyby nie my to mogliby klamkę pocałować. Tak samo jak inni wstajemy do pracy i wykonujemy swoje obowiązki, więc dlaczego mamy być gorsi od biurokraty? Owszem są to inne zarobki, ale jesteśmy tak samo ważni. W końcu kto jak nie sprzedawca skasuje zakupy? Albo gdyby zabrakło kelnerów to jakie byłoby zamieszanie w restauracjach? Tak samo jest ze sprzątaczkami, w końcu nikt by nie chciał wejść na przykład do brudnej toalety, gdzie ze śmietnika wypadają śmieci. Dopiero gdyby tych wszystkich szarych ludków zabrakło okazało się jak bez nich życie jest trudne.



Jednak i tak na każdym kroku "lepsi" ludzie starają się udowodnić, że jesteśmy nikim. Stawiam, że w ten sposób się dowartościują, w końcu nic tak nie podbudowuje ego jak wyżycie się na kelnerze. W końcu to jego wina, że potrawa nie jest smaczna albo kotlet jest zbyt przysmażony. Tak, bo to kelner gotuje i to musi być jego wina. Albo jeśli na kasę weszła zła cena to oczywiście zawiniła kasjerka. W końcu po co się przejmować specjalnymi systemami na kasach i kodami kreskowymi. To wszystko jest winą obsługi! Nawet to, że ma się zły humor, pokłóciło się z żoną, szef w pracy dał popalić - przecież są pod ręką i nic nie mogą zrobić gdy na nich krzyczę. Ja sama osobiście uodporniłam się na słowa klientów, w końcu nie mogę brać ich do siebie. Jednak czasami tak podnoszą ciśnienie, że sięgam po ciężkie środki i z radością obserwuję ich reakcję. Wyobraźcie sobie 25 Maja - następny dzień jest świętem więc sklepy są wtedy zamknięte. Pojawia się klientka, która na samym wejściu krzyczy na mnie, że stojak z gumami jej przeszkadza. Na nic zdają się wytłumaczenia, że to nie ja go stawiałam w takim miejscu tylko tego zażyczył sobie Kierownik Regionalny. Jedyne co potrafiła to wytykać mi, że robiąc zakupy w sklepie ma prawo poczuć się jak u siebie, że mam z uśmiechem na ustach ja witać i przyjmować wszelkie obelgi, że wszystko ma być pod nią. Kolejka przy kasie ciągle rosła a Pani dalej na mnie krzyczała gdy kasowałam jej zakupy. Więc wyobraźcie sobie jej minę gdy wstałam z krzesła i z uśmiechem powiedziałam "A ja mam prawo by nikt mnie nie poniżał, więc szybka decyzja - albo Pani się uspokoi i mnie przeprosi albo zostawi zakupy i przeprosi pozostałych klientów, że zablokowała Pani kolejkę". Owszem usłyszałam jaka to jestem nie wychowana, jednak jak się okazało miałam rację i mimo rozmowy z Kierownikiem niemiła klientka musiała opuścić sklep bez zakupów. Opisuję tę sytuację by pokazać, że i my mamy swoje prawa więc lepiej nie wkurzać i poniżać obsługi.

Nie zaprzeczę, że czasami popełniamy błędy jak np. kilkukrotne skasowanie jednego produktu czy podanie złego zamówienia. Jednak z moich obserwacji wynika, że wtedy bez problemu się do tego przyznajemy niż w porównaniu do wymyślonego zarzuty gburowatego klienta. Jednak są sytuacje gdzie nie ponosimy winy lecz ciągle się nam za nie obrywa. Dlatego mam jedną prośbę - gdy denerwujesz się w kolejce podczas zakupów pomyśl, że może jest zbyt mało pracowników, albo w końcu któryś z nich poszedł na przerwę. Gdy niecierpliwisz się w restauracji ponieważ ciągle nie ma twojego posiłku to rozejrzyj się - może jest tylko dwóch kelnerów, którzy robią wszystko by wyrobić się z pracą. Zamiast pokazywać swoje niezadowolenie to uśmiechnij się, a na nowo podbudujesz naszą wiarę w ludzi, która z dłuższym stażem pracy zaczyna zanikać. Naprawdę ale okazanie zrozumienia jest coraz rzadziej spotykane a daje nam ono siłę na dalszą pracę i piszę to ja - kasjerka z trzyletnim stażem pracy.
środa, 16 marca 2016

#11 Wyznania kasjerki - czyli 10 sytuacji dzięki którym ciągle wierzę w ludzkość

Po moim ostatnim poście z tej serii możecie uznać, że nie cierpię ludzi, ale tak nie jest. Mimo, że praca w handlu a zwłaszcza z klientami do najłatwiejszych nie należy ale kocham ją. Dlatego dzisiaj chcę wam przedstawić dziesięć sytuacji, które powodują, że ciągle chcę pracować, ponieważ to jak się zachowujemy w niektórych sytuacjach jest fascynujące! A więc bez owijania w bawełnę przedstawiam wam moją listę heroicznych postaw na sklepie.


Bardzo adekwatny gif do do tematu xD

1. Niech Pani się nie męczy ja to ściągnę.

Niby taka prosta sytuacja ale jak widzę gdzie np. kobieta nie może dosięgnąć do wysokiej półki by wziąć produkt, a ja nie mam chwilowej możliwości jej pomóc i nagle pojawia się całkiem obcy mężczyzna bądź nawet wysoka kobieta, która ściąga towar z uśmiechem i podaje biednej niskiej osóbce. Taka bezinteresowna pomoc po prostu chwyta za serce i pokazuje, że nie wszyscy martwią się tylko o swoje cztery litery i widząc kogoś, kto ma problem chcą pomóc.


2. Spokojnie. Niech Pani/Pan się spakuje.

Często przy kasach jest tak, że każdy chce jak najszybciej wyjść ze sklepu z zakupami. Dlatego gdy ktoś się ociąga w pakowaniu następuje fala westchnień i nerwowego tupania. Wtedy osoba która zbiera swoje zakupy jest jeszcze bardziej zestresowana co niekoniecznie działa na szybkość pakowania. Więc gdy ktoś z uśmiechem i spokojnie mówi, by się nie spieszyć działa jak okład na ranę. Niestety rzadko się to zdarza przez co wywołuje u mnie za każdym razem uśmiech, ponieważ wiem jak to jest gdy masz duże zakupy i chcesz się jak najszybciej skasować. Pokazuje to, że znowu ktoś nie myśli tylko o sobie i chce zapewnić pewien komfort innej osobie.


3. Czy mogę jakoś pomóc?

Takie pytanie zazwyczaj jest wypowiadane przez pracowników, jednak zdarza się, że można je usłyszeć od innych klientów. Gdy widzą jakiś problem u innego klienta potrafią podejść i spytać czy nie potrzebuje pomocy. W ostatnią niedzielę widziałam jak kobieta podeszła do pewnego dziadka, który stał przy lodówkach chłodniczych i nerwowo się rozglądał. Okazało się, że dostał listę zakupów ale nic z niej nie może znaleźć. Pani zamiast poprosić mnie o pomoc spojrzała na kartkę mężczyzny i zaproponowała, że razem z nim odnajdzie potrzebne produkty. Pan był tak wzruszony, że gdy się kasował dał mi tabliczkę czekolady i prosił bym przekazała ją jego wybawicielce. Chyba nie muszę mówić jaka byłam wzruszona a co dopiero nic nieświadoma kobieta.


4. Proszę bardzo, niech Pan/ Pani skasuje się pierwszy/pierwsza.

Takie sytuacje mają zazwyczaj miejsce gdy ktoś ma bardzo duże zakupy a za nim stoi ktoś tylko z paroma produktami. Miło jest gdy ktoś świadom tego, że zajmie kasę na dłuższy czas chce przepuścić kogoś by nie musiał zbyt długo stać. Przy okazji jest to pewna pomoc dla pracowników, ponieważ w ten mały sposób można zapobiec większym kolejką.


5. Niech Pani tego nie dźwiga.

Odnosi się to w większości do kobiet i nie tylko klientek. Nieraz gdy wykładam towar i muszę odłożyć cały karton soków na kaskiet (taka półka u góry gdzie daje się produkty nie mieszczące się na półce) podchodzi klient i oferuje swoją pomoc. Uwierzcie mi, że to jest tak wzruszające, że nigdy nie wiem jak mam zareagować. Widzicie chodzi tutaj o to, że ktoś mi całkiem obcy martwi się o mój kręgosłup bardziej niż ja i nie chce bym miała uszczerbek na zdrowiu. To jest jedna z moich ulubionych postaw, ponieważ także niektórzy reagują jak starsza Pani próbuje wziąć zgrzewkę z wodą i włożyć do koszyka. Taka bezinteresowna pomoc po prostu wzrusza i koniec kropka.

6. Gdzie znajdę punkt oddawania produktów na cele charytatywne?

Czyli po prostu ktoś chce wspomóc różne akcje jak np. "Zbiórka żywności" co chyba nie potrzebuje większego komentarza. Takie pomaganie osobą najbardziej potrzebujących było, jest i będzie najbardziej heroiczną postawą wśród klientów i chyba najbardziej odbudowuje wiarę w ludzi.


7. Czy nic się Pani/Panu nie stało?

Wypadki na sklepie są rzeczą codzienną. Nawet małe urazy występują kilka razy dziennie i to nie tylko wśród pracowników. Ktoś się spieszył i uderzył barkiem o regał, albo zapatrzył się i wpadł na stend (kartonowe półki zazwyczaj z towarem od jednego producenta) bądź na wysepkę (coś jakby stół owinięty papierem z daną tematyką np. wielkanocną gdzie stoją tematyczne produkty). Takich sytuacji jest wiele a to, że ktoś stojący obok podjedzie i spyta czy wszystko jest w porządku jest po prostu miłe. Ot tak znowu pokazuje się swoją bezinteresowność. W moim przypadku siedząc na kasie nie raz coś mi głośno strzyknie w kościach np. podczas przerzucania zgrzewek z wodą i od razu padają pytania czy aby na pewno nic mi się nie stało. Czy wtedy dzień nie jest milczy mimo bólu w stawach? Oczywiście by pokazać jak czasami takie podejście potrafi nam uratować skórę przedstawię sytuację z lata:
Jak wiadomo podczas poprzednich wakacji był wysyp os a może raczej plaga. Wszędzie było ich pełno więc my na sklepie wręcz na nie polowaliśmy z kartonami w ręce. Podczas kasowania jednego klienta nie zauważyłam jak jedna z os się kręciła. Gdy skanowałam nagle poczułam przeszywający ból pod pachą. Poderwałam się i wytrzepałam koszulę spod której wypadła winowajczyni. Ponieważ był dłuży ruch chciałam wrócić do kasowania, chociaż czułam na zmianę uderzenia gorąca i zimna. Klienci wręcz na mnie krzyknęli bym sobie darowała i kogoś wezwała. Okazało się, że jestem  uczulona na ich jad więc tym sposobem mogłam szybko zareagować za co jestem im wdzięczna.

8. Proszę się uspokoić!

Chodzi tutaj o sytuacje gdy jeden klient z jakiegoś powodu zaczyna się awanturować bądź jest pod wpływem alkoholu. Niestety wtedy my pracownicy jesteśmy, że tak powiem pod ręką i nie raz my za to obrywamy. Dlatego gdy klient staje nagle w naszej obronie jest to po prostu nie do opisania, w końcu trzeba mieć odwagę. Tak samo jest gdy np. jakaś para się wykłóca i pokazuje to całemu światu wtedy nagle da się usłyszeć "Proszę o spokój! Nie tylko wy jesteście na sklepie". Oj trzeba mieć przy tym przysłowiowe jaja. Ale dodam, że i my szybko wtedy reagujemy wzywając ochronę gdy zapowiada się, że słowne upomnienie działa na danego delikwenta jak płachta na byka.

9. A słyszała Pani to...

Czyli wszelkie żarty czy zabawne historyjki jakie opowiadają nam klienci, W ciągu dnia kasuje się od setek do tysiąca klientów (zależnie od sezonu) gdzie większość to po prostu niezapamiętane twarze, które położyły towar na taśmę, zapłaciły i wyszły bez słowa "do widzenia". Jednak są tacy, którzy już dobry humor przekazują gdy tylko podchodzą do kasy. Z uśmiechem na ustach się witają i zaczynają bardzo miłą rozmowę. No co więcej powiedzieć? Tacy klienci to cud, który dodaje nam sił na resztę dnia. Do tego nagle utrwalają się w naszej pamięci i to na bardzo długi czas.


10. Ile Pani/Panu brakuje?

Jest to druga po przekazywaniu żywności celom charytatywnym postawa, która pokazuje jak można być bezinteresownym i chętnym do pomocy. Nie raz gdy przy kasie jest osoba, której brakuje nawet kliku groszy do opłacenia, ktoś w kolejce proponuje, że się dorzuci. Nie chodzi tylko o takich ludzi, którzy mają ciężko i to po nich widać. Nawet bardzo dobrze ubrani klienci mają ten problem, ponieważ portfel zostawili w domu/samochodzie czy w pokoju hotelowym. Ja niestety nie mogę przymknąć oka na brak pewnej kwoty, ponieważ jestem z tego rozliczana a tutaj ktoś całkiem obcy chce się dorzucić, by osoba stojąca przy kasie nie musiała z czegoś rezygnować.

A więc to jest moja lista, która na prawdę podbudowuje moją wiarę w ludzkości. Chociaż niektóre z tych punktów są małymi błahostkami to jednak potrafią zmienić wszelkie poglądy. Oby więcej ludzi było tak chętnych do pomocy.
A wy co uważacie o takim zachowaniu? Może i wy byliście świadkami takich sytuacji?


poniedziałek, 7 marca 2016

#7 Wyznania kasjerki - szał przedświąteczny

Ponieważ powolnym krokiem zbliżają się kolejne święta chcę poruszyć bardzo ważną kwestię. Otóż za każdym razem gdy nadchodzą dni, kiedy i my kasjerzy mamy wolne tak jak reszta ludzkości to pojawia się wielka fala nienawiści. Problemem jest to, że nagle ostatniego dnia sklepy są krócej otwarte, jest dużo klientów co się równa wielkim kolejką przy kasie i nie zawsze znajdzie się to czego się szuka. Jednym słowem kumulacja złośliwości i nienawiści do pracowników. Oczywiście w internecie znajdą się zarzuty jakim prawem zamykamy sklepy na kilka dni, jeśli żywność jest nam ciągle potrzebna. W końcu na święta zjeżdża się rodzinka i wiadomo zaczyna brakować jedzenia gdy gruby wujek Henio pochłania posiłki razem z talerzami. Nagle okazuje się, że tak niedoceniani kasjerzy są niemalże ważni jak ratownicy na pogotowiu!



No dobra... Będę szczera, że i ze mnie sączy się jad gdy tylko myślę o zbliżającej się Wielkanocy, a moja notka nie będzie bezstronna. Jednak chcę pokazać co się w ogóle dzieje na tym sklepie gdy wszyscy robią zakupy na ostatnią chwilę. A tym bardziej co myślimy gdy co druga osoba mówi nam, że co my odwalamy z tym wolnym. Jestem osobą wyrozumiałą i zacisnę zęby, gdy ktoś mnie wkurzy ale podczas takiego ruchu jak w dzień przed świętami to nerwy każdemu puszczają.
Wracając do tematu święta są najgorszym okresem w handlu z kilku powodów. Po pierwsze terminy! Nagle trzeba sprawdzać je o kilka dni do przodu niż normalnie i wyprzedać póki są ludzie na sklepie! Tym samym już na kilka dni przed zamknięciem sklepu mamy więcej na głowie, ponieważ im wcześniej zaczniemy tym większe prawdopodobieństwo pozbycia się towaru. Ja po prostu kocham robić przeceny, kiedy w głowie latają mi procenty i mówią "zwariowałaś, przecież 50% z 6 zł to nie jest 3 zł!". Tak. O tym jak się nazywam nie pamiętam i chyba tylko plakietka z imieniem mnie ratuje.



Drugi powód to cholerne dostawy. W końcu firma dobrze wie, że i tak największy szał będzie dzień przed zamknięciem więc trzeba dużo towaru sprowadzić, ponieważ klienci będą kupować co leci. Jeśli ktoś myślał, że sklepy są wspaniałomyślne dla klienta i zrobią wszystko by był zadowolony to mam nadzieję, że zszedł na ziemię. Dla dużych koncernów liczą się jedynie utargi jakie wpadają do kasy, więc kiedy nagle wszyscy pracownicy są na stanowiskach i obsługują klientów to równa się to sporemu zyskowi. A zwłaszcza, gdy "przypadkowo" przywiozą droższy towar zamiast tego tańszego to nic się nie stanie. W końcu gdzie indziej zrobią zakupy? A my biedni pracownicy biegamy jak mrówki w mrowisku i musimy to wszystko wyłożyć na półkę. Pomijając poboczne obowiązki jak bycie wsparciem na linii kas.

Bo nawet odsuwanie się na krześle z pośpiechu może źle się skończyć...

Po trzecie idiotyzm klientów. To co czasami usłyszę lub zobaczę zasługuje na osobną notkę, ale do jasnej anielki jak nie można zobaczyć ceny produktu, która wisi nad nim na dużej kartce formatu A4 z wielką, pogrubioną czcionką? No i oczywiście przekonanie, że jak siedzę na kasie to wiem ile kosztuje coś czego klient nie widział i ile tego mam na stanie. Tak. Bo siedząc kilka godzin na kasie wiem ile kosztuje szczoteczka do zębów oraz dobrze pamiętam ile towaru mam jeszcze na magazynie i gdzie leży. Co tam, że asortyment sklepu jest liczony w tysiącach produktów! Ja wszystko pamiętam... Dobra na samo wspomnienie takich pytań ciśnienie mi skoczyło...

No i na koniec wypowiem się na temat tego, że sklepy nie powinny być zamykane.
Drodzy zwolennicy otwartych sklepów w święta... Olejcie spotkanie z rodziną i idźcie do pracy, a wtedy porozmawiamy o waszych argumentach i przekonaniach.*

_______
*Przepraszam za ironię i sącząca się miejscami złość. Po prostu tak bardzo kocham święta....
wtorek, 23 lutego 2016

#3 Wyznania kasjerki - wprowadzenie

Tak ja zapowiadałam na blogu będzie seria notek nawiązująca do mojej pracy i jak w rzeczywistości świat jest postrzegany przez pracowników sklepów. Jednak nim pochwalę się wyczynami u mnie w firmie przydałoby się wytłumaczyć parę rzeczy, by później nie było zdziwienia.
Po pierwsze sklep w jakim pracuję jest bardzo mały przez co obowiązki pracowników mogą odbiegać od tych np. z hipermarketów. Każdy jest zatrudniony na tak zwanym multiskillu czyli oprócz siedzenia na kasie mogę robić wszystko inne zaczynając od pracy przy piekarni po wykładanie towaru. Oczywiście z powodu małej liczby pracowników, wiele rzeczy wykonujemy na raz, w końcu nie będę przez osiem godzin wypiekać pieczywa jeśli mogę w między czasie zająć się rozładowaniem palety. Nie tylko jest to korzystne dla firmy ale i także dla pracowników, ponieważ gdybym miała przez osiem godzin siedzieć na piekarni to czas by mi się niemiłosiernie dłużył. Uwierzcie mi, że nie ma nic gorszego niż brak zajęcia w sklepie, co zazwyczaj następuje u mnie w czasie martwego sezonu.

Tak bardzo nudno...


No właśnie jak wspomniałam o sezonie to wypada wytłumaczyć dlaczego jest on brany pod uwagę. Otóż pochodzę, mieszkam i pracuję w małej miejscowości turystycznej, która jakimś cudem jest bardzo znana. Dlatego normalnym jest, że prawie przez cały rok tłumy turystów przewija się przez sklep nawet w weekendy. W końcu każdy marzy o dwudniowym wypadzie w góry... Ogólnie to w ciągu całego roku są tylko trzy miesiące bez ruchu, czyli przez taki czas można się zanudzić szukając jakiegoś kreatywnego zajęcia by szefostwo nie uważało, że się obijamy.Jednak przez pozostały czas mamy urwanie głowy i nie ma czasu na zastanowienie się jak w ogóle mamy na imię.
Trzecia sprawa może wiele wytłumaczyć gdy będę wspominała o dziwnych i czasami komicznych sytuacjach jakie mają miejsce u mnie w firmie. Otóż polityka sklepu kładzie spory nacisk na stworzenie zgranego, dobrze dogadującego się zespołu. Dlatego zwracamy się do siebie po imieniu (i nie tylko ale o tym będzie kiedy indziej) nawet z osobami na stanowiskach funkcyjnych. Gdy zaczynałam pracę pierwsza kierowniczka dawała mi kazanie gdy za każdym razem nazwałam ją "panią" natomiast obecny kierownik zawstydza się na "szefa". Właśnie między innymi z tego powodu u mnie na sklepie panuje luźna i przyjazna atmosfera gdzie lubimy sobie dokuczać, śmiać się czy po prostu raz na jakiś czas zrobić grupowy wypad do knajpy. Dzięki temu chce się pracować w takim miejscu, co zapewne zawdzięczam małemu formatowi sklepu. 




I to na tyle jeśli chodzi o wprowadzenie. Następna notka z tego cyklu nie powinna już tak przynudzać, a przynajmniej mam taką nadzieję.