Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zakupy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zakupy. Pokaż wszystkie posty
środa, 20 lipca 2016

#23 Wanna be sweet? - Etude House Dear Girls Oil Control Pact

Jak już zapowiedziłam będę dzisiaj pisać o pudrze transparentnym od Etude House. Ten kosmetyk posiadam już od dłuższego czasu i miałam okazję go sprawdzić w każdych warunkach, więc i wypada w końcu o nim napisać. A więc do dzieła!


Skład

TALC, SILICA, POLYETHYLENE, MICA (CI 77019), ALUMINUM STARCH OCTENYLSUCCINATE, PTFE, ETHYLENE/ACRYLIC ACID COPOLYMER, OCTYLDODECYL STEAROYL STEARATE, SYNTHETIC BEESWAX, SQUALANE, HELIANTHUS ANNUUS (SUNFLOWER) SEED OIL, SIMMONDSIA CHINENSIS (JOJOBA) SEED OIL, BERTHOLLETIA EXCELSA SEED OIL, OENOTHERA BIENNIS (EVENING PRIMROSE) OIL, CITRUS MEDICA LIMONUM (LEMON) PEEL OIL, PRUNUS AMYGDALUS DULCIS (SWEET ALMOND) OIL, ARGANIA SPINOSA KERNEL OIL, OLEA EUROPAEA (OLIVE) FRUIT OIL, HIPPOPHAE RHAMNOIDES FRUIT EXTRACT, PEARL EXTRACT, GOSSYPIUM HERBACEUM (COTTON), FICUS CARICA (FIG) FRUIT EXTRACT, PUNICA GRANATUM EXTRACT, CITRUS PARADISI (GRAPEFRUIT) FRUIT EXTRACT, CITRUS MEDICA LIMONUM (LEMON) FRUIT EXTRACT, PYRUS COMMUNIS (PEAR) FRUIT EXTRACT, ACTINIDIA CHINENSIS (KIWI) FRUIT EXTRACT, SOLANUM LYCOPERSICUM (TOMATO) FRUIT/LEAF/STEM EXTRACT, VITIS VINIFERA (GRAPE) FRUIT EXTRACT, PYRUS MALUS (APPLE) FLOWER EXTRACT, ACANTHOPANAX SENTICOSUS (ELEUTHERO) ROOT EXTRACT, VELVET EXTRACT, PRUNUS PERSICA (PEACH) KERNEL EXTRACT, GANODERMA LUCIDUM (MUSHROOM) STEM EXTRACT, GINKGO BILOBA LEAF EXTRACT, PANAX GINSENG ROOT EXTRACT, ANGELICA ACUTILOBA ROOT EXTRACT, SORBITAN ISOSTEARATE, DIMETHICONE, ETHYLHEXYLGLYCERIN, GLYCERYL CAPRYLATE, CELLULOSE, HYDROXYAPATITE, CAPRYLIC/CAPRIC TRIGLYCERIDE, BUTYLENE GLYCOL, WATER, LECITHIN, PHENOXYETHANOL, CAPRYLYL GLYCOL, FRAGRANCE(PARFUM)




Moja opinia

Jest to mój pierwszy puder transparenty i już się w nim zakochałam. Bez wyrzutów sumienia zrezygnowałam z tradycyjnych pudrów, ponieważ to na czym mi zależało uzyskałam dzięki temu cudeńku. Prościej pisząc gdy chcę zrezygnować z blasku kremu BB od razu sięgam po Oli Control Pact, który nie powoduje efektu maski na twarzy! Delikatnie matuje pozostawiając wygląd zdrowej i naturalnej cery. Do tego jest bardzo mały i zmieści się do najmniejszej torebki, więc zawsze można mieć go pod ręką gdy chce się poprawić efekt,
W moim wypadku utrzymuje się bardzo długo i jedynie co parę godzin poprawiam okolice strefy T. Nie zaznacza zmarszczek pod oczami ani nie wysusza cery, więc jest idealnym rozwiązaniem gdy chce się trochę zmatowić cerę.

A wy używacie takich pudrów? Co o nich sądzicie?
Przy okazji w najbliższym czasie będzie trochę więcej o samej marce Etude House jak i o ich kosmetykach. A za niedługo poczytacie o kolejnej grze jak i nowe wyznania kasjerki.
piątek, 1 lipca 2016

#21 Co się dzieje na sklepie gdy klient nie patrzy - Wyznania Kasjerki

Kiedyś pisałam, że opiszę co pracownicy wyrabiają na sklepie jeśli nie ma klienta w pobliżu i dzisiaj chcę dotrzymać słowa. Jest to także spowodowane faktem, że we wtorek pożegnaliśmy naszego kierownika i naszła mnie ochota na wspominki. Niektóre sytuacje mogą wydać się dziwne i zapewne zrozumie je osoba, która chociaż raz pracowała na sklepie ale postaram się wytłumaczyć co chodziło nam wtedy po głowie. Więc do dzieła!



Pierwszą rzeczą jaką robimy gdy mamy chwilę spokoju to jest po prostu rozmowa. Jednak nie mówimy wtedy o takich sprawach jak pogoda tylko rzucamy w siebie sucharami bądź plotkujemy o tym co zabawnego nam się przydarzyło z udziałem klientów. Na przykład ostatnio miałam z kolegą napady głupawki odnośnie buraków i chrzanu na których brak narzekał jeden z klientów (chociaż "narzekał" to zbyt słabe słowo" i gdy tylko zdarzyła się okazja śmialiśmy się z tego. Mniej więcej wyglądało to tak, że co chwilę szły teksty "przestań chrzanić i idź sadzić buraki". Co zapewne jeśli usłyszałby klient to nic by nie zrozumiał. Ale nas to tak rozbawiało, że prawie leżeliśmy ze śmiechu.
Tak samo gdy na zmianie trafią się gracze i nagle zaczynamy dyskutować o jakiejś grze bądź jak to miałam z innym kolegą o zabijaniu smoków. Wyobraźcie sobie minę klienta, który zaspany wchodzi do sklepu i słyszy jak dwójka dorosłych pracowników kłóci się czy zabijanie smoków jest dobre czy złe. Jestem pewna, że uznał nas za chorych psychicznie i zaczął powoli żałować, że przekroczył próg supermarketu.




Druga rzecz to podjadanie. Nieraz w trakcie pracy potrafi złapać mały głód i wtedy trzeba coś zjeść. Zazwyczaj jakaś mała przekąska, która zmieści się do kieszeni i podczas np. wykładania towaru można ją spokojnie zjeść. Rok temu na dzień dziecka otrzymaliśmy od kierownika po pacce mamby więc każdy z nas przy jakiejś okazji się nią zajadał. Moja koleżanka uznała, że zamiast co chwilę odwijać papierki wpakuje do buzi kilka na raz. Cóż nie wiedziała, że gdy się zaklei podejdzie do niej klient by się o coś spytać. Nigdy nie widziałam by była tak speszona jak wtedy gdy nie mogła połknąć mamby by odpowiedzieć klientowi. Tak samo nieraz na kasie trzymam kanapki i staram się je skubać by wytrzymać do przerwy (jestem strasznym łakomczuchem) i gdy tak zapcham się kanapką akurat musi ktoś podejść do kasy. Na szczęście większość klientów jest wyrozumiała.






W trzeciej czynności jesteśmy mistrzami. Kojarzycie ten moment podczas zakupów gdy nie możesz czegoś znaleźć i poszukujesz obsługi, która jeszcze chwilę temu tutaj była ale nigdzie nikogo nie ma? To właśnie nasze ulubione zajęcie czyli uciekanie przed klientami kiedy zauważamy, że coś od nas chcą. Zazwyczaj ma to miejsce podczas złych dni albo gdy jest tyle do roboty, że nie ma się ochoty pokazać palcem gdzie co leży. Wtedy włącza nam się kontrolka informująca, że czas uciekać a najlepiej to do magazynu. Niby musimy być nastawieni na idealną obsługę klienta, ale gdy ktoś mnie pyta po raz setny od toaletę albo o chrzan to ma się już dosyć i trzeba się szybko ewakuować. Jeśli to coś ważnego pójdzie do kasjerki i ta nas zawoła ale jeśli to było lenistwo by nie przejść przez cały sklep to mówi się trudno. Wiem, jesteśmy wredni.



Najlepszą zabawą na sklepie jest jeżdżenie wózkami, ale nie zgodnie z zaleceniami. Gdy tylko jest pusta alejka budzi się w nas dziecko i nagle się rozpędzamy i uwieszamy na wózku by z pięknym poślizgiem dojechać tam gdzie chcemy. Oczywiście wtedy wózki są odpowiednio dociążone towarem do wyłożenia. Nauczyłam się tego gdy kiedyś tak zadowolona się rozpędziłam i chwilę później widziałam sufit a wózek dalej pojechał. Ponoć na monitoringu dość zabawnie to wyglądało bo nagle na jednej kamerze jestem a na drugiej już widać tylko samotny wózek.



A widzieliście kiedyś jak dwóch pracowników rzuca do siebie arbuzami, bo jednemu nie chce się ze skrzyni iść do półki? Mówię wam to powinna być dyscyplina sportowa a jak do tego zacieśnia więzy pracownicze! Oczywiście to wszystko ma miejsce gdy klienta nie ma w pobliżu bo w końcu nie wypada rzucać czymś co może kupić. Ma to nie tylko miejsce na warzywniaku ale wszędzie. A coś kolega znajdzie na półce gdzie nie powinno być, a ja akurat jestem tam gdzie jest miejsce tego produktu więc wtedy czas na zabawę! No dobra nie robimy tego tylko na alkoholach, bo w sumie byłoby żal gdyby się rozbiło.



Wśród męskiej części załogi jest jedno bardzo lubiane zajęcie na piekarni - straszenie ludzi. Jako, że piekarnia jest tak zabudowana, że nawet nas nie widać gdy wyrzucamy bułki to klienci nie mają pojęcia, że gdzieś tam za pólkami chowa się wredny pracownik. Oczywiście nie mówię tutaj o panice gdy włącza się alarm pieca by wyjąć bułki (wyje jak alarm antywłamaniowy) bo to nie jest od nas zależne. Ale wyobraźcie sobie gdy mała dziewczynka chce wziąć bułki, schyla się a tam nagle z nowej porcji ciepłych kajzerek wyłania się wielka rękawica kuchenna i kłapie. Na szczęście nikt ich nigdy nie przyłapał i rodzice uważają, że dziecko przestraszyło się wpadających bułek.



No i myślę, że na chwilę obecną to wszystko chociaż mam więcej zabawnych sytuacji, ale nie chce nikogo zgorszyć. Przy okazji dziękuję za udział w rozdaniu i myślę, że do wtorku powinny pojawić się wyniki.
piątek, 10 czerwca 2016

#20 Dalsza walka z oznakami starzenia z Moistfull Collagen od Etude House.

Jak nie od dziś wiadomo jestem fanką wszystkiego co ma zapobiec oznakom starzenia, w końcu lepiej wcześniej nim zapobiegać by na starość nie musieć z nimi walczyć. Dlatego postanowiłam zainwestować w kilka produktów czołowej serii mojej ulubionej firmy Etude House. Linia Moistfull Collagen jest jedną z najbardziej znanych i lubianych w Korei, więc niczym dziwnym nie powinno być, że skusiłam się na dwa cudeńka - Sleeping Pack (maska na noc) oraz emulsję. Skąd to zamiłowanie do Moistfull Collagen? To postaram się wam wytłumaczyć.



Sleeping Pack



Słowo od producenta:

 Małe cząstki super kolagenu i wody z Baobabu uśpione w opakowaniu Moistfull Collagen, nieustannie dostarczają nawilżenie i pozostawiają skórę z uczuciem jędrności. 
 Żel nawilżający jest jak krople wody, orzeźwia i nie zapycha. Sleeping Pack pozostawia skórę bardzo nawilżoną aż do rana. 




Skład

Water, Hydrolyzed Collagen, Butylene Glycol, Adansonia Digitata Fruit Extract, Cyclopentasiloxane, Alcohol, Glycerin, Cyclohexasiloxane, Trehalose, Adansonia Digitata Seed Oil, Dimethicone, Dimethicone/Vinyl Dimethicone Crosspolymer, Dimethiconol, Beta-Glucan, Stearyl Behenate, Glyceryl Caprylate, Ammonium Acryloyldimethyltaurate/Vp Copolymer, Ethylhexylglycerin, Inulin Lauryl Carbamate, Carbomer, Poloxamer 407, Polyglyceryl-3 Methylglucose Distearate, Polysorbate 20, Propanediol, Phytantriol, Hydroxypropyl Bispalmitamide Mea, Tromethamine, Disodium Edta, Phenoxyethanol, Fragrance.


Moja opinia

Stosuje maskę zgodnie z zaleceniami producenta czyli nakładam jako ostatni etap wieczornej pielęgnacji tuż przed spaniem, a rano po przebudzeniu zmywam letnią wodą. Jak na początku uważałam, że podczas snu cała maska wyląduje na poduszce to mile się zaskoczyłam. Już parę minut po nałożeniu większość produktu wchłonęła się w skórę, więc jedynie mogłam zetrzeć niewielką warstwę podczas mojego wiercenia się w łóżku. Gdy rano się obudziłam i przemyłam twarz ciągle wyczuwałam nawilżenie do tego tą wspaniałą gładkość. Po prostu obudziłam się z uczuciem jakbym była młodym bogiem.  Do tego muszę dodać, że widząc w składzie alkohol przez chwilę się obawiałam, że będzie to nieudany zakup (jak wiadomo moja cera nie lubi się z procentami) ale na moje szczęście nie wystąpiło żadne podrażnienie! Jednak niestety nie dostrzegłam tak bardzo obiecanej jędrności, jednak myślę, że do zakończenia opakowania w końcu się pojawi. Kolejnym minusem jest brak szpatułki przez co nakładanie jej staje się niehigieniczne i wszelkie brudy (zwłaszcza sierść mojego psa) lubią do niej wpadać.

Emulsja



Słowo od producenta

 Małe cząstki super kolagenu i wody z Baobabu uśpione w opakowaniu Moistfull Collagen, nieustannie dostarczają nawilżenie i pozostawiają skórę z uczuciem jędrności. 
Moistfull Collagen Emulsja ma lekką konsystencję, ale całe nawilżenie i składniki przylegają do skóry za pomocą flimu, który je utrzymuje. 



Skład

Water, Hydrolyzed Collagen, Butylene Glycol, Adansonia Digitata Fruit Extract, Glycerin, Pentaerythrityl Tetraethylhexanoate, Cyclopentasiloxane, Hydrogenated Poly(C6-14 Olefin), Polysorbate 60, Cyclohexasiloxane, Adansonia Digitata Seed Oil, Hydrogenated Vegetable Oil, Glyceryl Stearate, Dimethiconol, Cetearyl Alcohol, Sorbitan Stearate, Ammonium Acryloyldimethyltaurate/Vp Copolymer, Ethylhexylglycerin, Alcohol, Carbomer, Tromethamine, Poloxamer 407, Peg-100 Stearate, Phytantriol, Hydroxyethyl Acrylate/Sodium Acryloyldimethyl Taurate Copolymer, Phenoxyethanol, Disodium Edta, Fragrance



Moja opinia

Według zaleceń producenta emulsję powinno się nakładać odpowiednią ilość produktu od środka na zewnątrz wykonując przy tym masaż a później "obrócić" na lewą stronę by powstał film. Jakkolwiek to komicznie brzmi chodzi po prostu o to by przejechać dłonią od zewnętrznej strony do środka. Przyznam, że jest to treściwy kosmetyk, który chce tak samo wychodzić jak ketchup od Heinz'a. Czyli im bardziej się męczysz by wypłynął to tym bardziej tego nie chce zrobić. Ma on bardzo wodną konsystencję przez co trudno jest nałożyć "odpowiednią ilość". Jednak wracając do samej emulsji jest tak nasycona, że używam jej tylko w wieczornym rytuale, ponieważ po prostu makijaż się na niej nie utrzymywał. Skóra dostaje taką dawkę składników odżywczych i nawilżenia, że jest to kosmetyk tylko na noc. Przed zakupem uważałam, że to będzie strzał w dziesiątkę jednak niestety nie jest to kosmetyk jaki bym chciała. Efekty ma nieziemskie, ponieważ czuć to nawilżenie skóry ale poszukiwałam czegoś na dzień.

Podsumowując

Jestem zadowolona z zakupu tych dwóch produktów od Etude House, ponieważ odczuwam rzeczywistą poprawę nawilżenia mojej cery. Przecież odpowiednie nawilżenie i nawodnienie skóry jest jednym z sposobów walki z oznakami starzenia! Jak jestem w pełni zadowolona z maski (pomijając niehigieniczne nakładanie) to z emulsji tylko w połowie. Jest to wspaniała linia jednak moim zdaniem nastawiona na wieczorny rytuał, gdzie w ciągu dnia także chcę zadbać by poziom nawilżenia i nawodnienia był odpowiedni. Chociaż muszę przyznać, że na pewno Moistfull Collagen się nie zmarnuje ponieważ jest idealny na lato gdy skóra jest narażona na wysuszenie przez ciepłe powietrze i słońce (plus w moim wypadku wiatr halny w górach). Może troszkę jedynie spadło moje zafascynowanie Etude House, ale mimo to dalej jest to moja ulubiona koreańska firma na rynku kosmetycznym.

Pozdrowienia z gór :*

Przy okazji przypominam o rozdaniu bloga KLIK
poniedziałek, 23 maja 2016

#17 Jak trzy maluszki zmieniły mój pogląd na BB - recenzja Skin79

Nie mam zwyczaju kupować azjatyckich kosmetyków na polskich stronach. Jest to głównie spowodowane zawyżonymi cenami, w końcu trzeba doliczyć koszty sprowadzenia (transportu, spedycji), marża także o sobie przypomina a do tego trzeba na nich zarobić. Więc nagle cena drastycznie rośnie, a my biedne musimy więcej zapłacić za ulubiony kosmetyk. Dlatego posiadam sprawdzonego sprzedawcę gdzie nie muszę przepłacać. Jednak nie o tym chce pisać, ponieważ ostatnio się przełamałam i skusiłam się na zakup ze strony Skin79



Po pierwsze muszę zaznaczyć, że przesyłkę dostałam bardzo szybko. Jeszcze tego samego dnia gdy zamawiałam przyszedł e-mail z informacją, że zamówienie jest już wysłane więc brawa dla sklepu za tak szybką realizację. Ale skupiając się na samych kremach zacznijmy od tego, że zestawik zawiera trzy kremy BB o pojemności 7 gramów: 
❤ Hot Pink Super+ Beblesh Balm Triple Functions
❤ Super+ Triple Functions BB Cream (Orange)
❤ VIP Gold Super Plus BB Cream



Jakie są plusy takich miniaturek?
Po pierwsze dopasowanie kremu BB nigdy nie jest proste i naprawdę nie chce się kupować pełnego produktu (i to nie za małe pieniądze!), który pójdzie w odstawkę, ponieważ odcień jest za ciemny/jasny bądź po prostu nie zadowala. W Skin79 Polska wyszli naprzeciw klientką dając im możliwość przetestowania trzech produktów (w rozsądnej cenie trzeba przyznać), by nie musiały płakać nad straconymi pieniędzmi. Po drugie nie wszystkie kobiety ciągle się malują i inwestowanie w całe opakowanie mija się z celem, kiedy po jakimś czasie produkt traci swoje właściwości (o tym kiedyś bardziej się rozpiszę). No i najważniejszy powód by zainwestować w takie maluszki jest najmniej domyślny. Widzicie przez cały rok nasza cera się zmienia. Zimą jesteśmy bardziej blade, a skóra staje się (o zgrozo!) bardziej wysuszona i wrażliwa od skoków temperatur. Natomiast wiosną ton się zmienia wraz z pierwszym słońcem i trwa to do lata. Więc zdarzają się takie momenty, że ulubiony  krem BB/podkład, który używało się zimą okazuje się nagle za jasny! Przy takich miniaturkach można szybko wyratować się z sytuacji, gdy nie mamy pod ręką ciemniejszego/jaśniejszego podkładu.

No ale teraz czas przejść do indywidualnej oceny każdego z tych maluszków.

SKIN79 Hot Pink Super+ Beblesh Balm Triple Functions




Jest to chyba najbardziej znany i lubiany koreański krem BB na polskim rynku. Zawdzięcza to matowemu wykończeniu, więc my europejki, które kochamy matową skórę nie możemy się mu oprzeć. Do tego Hot Pink oferuje nam SPF 30, więc podstawową ochronę przed szkodliwym promieniowaniem mamy zapewnioną. No i jeszcze opcja "wybielenia", która rozjaśnia nam cerę dając zdrowy wygląd.
Przyznam, że gdy tylko wyczytałam na opakowaniu o poszarzałej skórze od razu pomyślałam, że to musi być BB dla mnie! W końcu przez ciągłe siedzenie w klimatyzowanym pomieszczeniu, bieganie z chłodni do pieca i zima sprawiły, że i tak mój ziemisty odcień skóry odkrył nowy level "ziemistości". Przez to mój ulubiony krem BB był zbyt ciemny i ratowałam się dodatkową warstwą pudru. Więc zadowolona sięgnęłam pierw po tego maluszka mając nadzieję, że poratuję się nim do czasu, aż moja przesyłka z jaśniejszym kremem przybędzie. No oczywiście nie zawsze jest tak kolorowo jak chcemy, więc po nałożeniu skończyło się tym, że koleżanka w pracy spytała czy dobrze się czuję. Okazało się, że wyglądałam na tak bladą jakbym miała zaraz zemdleć, co spowodowało moje rozbawienie. Oświetlenie w pracy jest niezbyt korzystne,a krem ma chłodny ton i zrozumiałam, że wszyscy przywykli do tego, że nie jestem blada jak trup. Więc mimo mojego zadowolenia odnośnie trwałości (osiem godzin ciężkiej pracy i jedynie zszedł z nosa) tego kremu musiałam zrezygnować z jego stosowania.


Plusy
✅ Matowe wykończenie
✅ SPF30
✅ Trwałość


Minusy
➖ Dla niektórych za chłodna tonacja
➖ Zbyt gęsty dla gąbki do makijażu


SKIN79 Super+ Triple Functions BB Cream (Orange)




Ten maluszek coraz bardziej podbija serca fanek kremów BB jak i firmy Skin79. Po pierwsze mamy tutaj do czynienia z witaminowym kremem co oznacza, że dba on o zdrowie naszej skóry jak i zapewnia odpowiednie dostarczenie składników do komórek. No i nie możemy zapomnieć o najważniejszym czyli o bardzo wysokim SPF 50! Najwyższa ochrona, która do tego ma matowe wykończenie.
Ten krem ma trochę cieplejszy ton, więc sięgnęłam po niego gdy Hot Pink okazał się niewypałem. Także mam wrażenie, że jest bardziej płynny więc mogłam go już spokojnie nakładać za pomocą gąbki. Podobnie pięknie wtopił się w odcień mojej cery wydobywając przy tym z niej trochę więcej ciepła, więc nikt już mnie nie pytał o stan zdrowia. Do tego jego trwałość także mnie zadowoliła, ponieważ utrzymał się na twarzy mimo ciągłych i gwałtownych zmian temperatur (kocham jak piec bucha mi gorącem w twarz), a do tego nigdzie się nie zrolował. Testowałam pomarańczowego maluszka podczas niepogody, więc przy zbliżających się upalnych i słonecznych dniach na pewno nie zawaham się go użyć, by odkryć jak w takich warunkach się sprawdzi.


Plusy
✅ Bardzo wysoka ochrona przed promieniowaniem UVA i UVB
✅ Konsystencja pozwalająca użycie gąbeczki do makijażu
✅ Witaminy
✅ Trwałość
✅ Ciepły ton


Minusy
Dla mnie brak

SKIN79 VIP Gold Super Plus BB Cream




I tym sposobem dochodzimy do ostatniego maluszka, którego opis wręcz zachwyca. Otóż te złote cudeńko zawiera koenzym Q10 i adenozynie, który wpływa pozytywnie na elastyczność naszej skóry więc redukuje oznaki starzenia. Do tego także VIP Gold ma nawilżać i dbać o to by nasza cera była ciągle nawilżona, a więc i tym sposobem zabezpiecza naszą twarz przed starzeniem. Więc mamy przed sobą produkt "o gładkiej i przyjemnej strukturze i odżywczej formule", który dodatkowo chroni nas przed oznakami starzenia bądź redukuje je, gdy mamy już z nimi styczność.
Jestem wielką zwolenniczką zapobiegania starzeniu się skóry więc widząc tak obiecane efekty nie mogłam się doczekać, aż sięgnę po to cudeńko. Chociaż zbyt krótko go stosuję by dostrzec to co jest obiecane to jednak jestem bardzo zadowolona. Krem posiada także przyjemną formę jak i ma ciepły ton, więc nie muszę straszyć kierownika, że pójdę na chorobowe. Podobnie jak Hot Pink posiada SPF 30, więc podstawowa ochrona jest. Trzyma się pięknie na twarzy i nie roluje się pod oczami.

Plusy

✅ Wspomaga zapobieganie starzeniu (koenzym Q10 i ATP)
✅ Ciepły ton
✅ Konsystencja pozwalająca użycie gąbeczki do makijażu
✅ SPF 30
✅ Trwałość

Minusy
 
➖ Dla niektórych mniejsze matowe wykończenie

Podsumowując jestem bardzo zadowolona z zakupu tego zestawu pomimo wpadki jaką okazał się dla mnie Hot Pink. Dzięki Skin79 Polska może zacznę kupować w naszym kraju a nie sprowadzać, chociaż nie zaprzeczę, że jestem oddaną fanką Etude House. Jednak Orange jak i VIP Gold podbiły moje serce. Na chwilę obecną będę się cieszyć z tych trzech maluszków. Nie dość, że są podręczne (idealnie nadają się na krótki wyjazd) to jeszcze mogę swobodnie wybierać co chcę nałożyć dzisiaj na twarz. W sumie czy Hot Pink nie nadaje się idealnie do straszenia szefa? :P
A czy wy miałyście styczność z któryś kremów BB od Skin79? Jakie były wasze odczucia i wrażenia? A może planujecie zakup któregoś z nich? Podzielcie się tym ze mną w komentarzach jak i zapraszam na Fanpage na Facebooku (można także kliknąć w gadżet u góry po lewej stronie).
piątek, 1 kwietnia 2016

#14 Jak cukier potrafi zdziałać cuda czyli recenzja Tony Moly Gold Black Sugar Mask

Jakiś czas temu na moim Instagramie pochwaliłam się nową paczką z Korei pełną mojego zaopatrzenia kosmetycznego. Jednak do kilku stałych produktów postanowiłam dorzucić kilka nowych które mam zamiar wam przedstawić. By nie przedobrzyć będę przedstawiała wam po jednym produkcie dlatego dzisiaj zacznę od niepozornego opakowania z maską i peelingiem od Tony Moly.



Po pierwsze zacznijmy od składu, który powinien zachwycić każdą fankę naturalnych kosmetyków czyli głównie czarny cukier, miód, złoto oraz klika minerałów. Dzięki temu produkt działa nawilżająco oraz oczyszczająco, a efekty na prawdę bardzo szybko można zauważyć.



Moje własne odczucia odnośnie tego kosmetyku na początku były mieszane. Pamiętam jak pierwszy raz go nałożyłam miałam wrażenie, że duże drobinki cukru wręcz zetrą mi twarz. Było to spowodowane wcześniejszym używaniem łagodnego peelingu od Tołpy o którym już wspominałam. Jednak przy drugim zastosowaniu nie czułam już takiego dyskomfortu jednak ciągle brakowało mi tego efektu "wow". Postanowiłam się przeboleć i moim wręcz słabym angielskim wzięłam się za poszukiwania opinii na tema używanego produktu i odkryłam, że robię to źle.
Owszem na początku nakładałam warstwę na twarz i tak jak bywa zazwyczaj w tego typu kosmetykach zaczęłam delikatnie masować twarz by drobinki pozbyły się martwego naskórka. Dopiero po przegrzebaniu sieci odkryłam, że jeśli chcę uzyskać obiecane efekty to powinnam nałożyć kosmetyk na twarz i pozostawić go tak jak robi się z maską. Najlepiej tak zrobić podczas kąpieli gdy para wodna rozpuszcza drobinki cukru. Wydawał mi się to głupi pomysł, ponieważ jak ma to oczyścić twarz jeśli zaraz cały cukier z niej spłynie i nawet nie będzie miał szans by wydobyć zebrane sebum i brud. Ale jestem naturalną blondynką, więc sceptycznie nastawiona tak zrobiłam. Jakim miłym zaskoczeniem było gdy po kąpieli dostrzegłam faktycznie oczyszczone zaskórniki i to bez peelingu mechanicznego! Od tamtej pory stałam się wielką fanką tej maski od Tony Moly a tym bardziej, że jeśli odczuwa się potrzebę starcia martwego naskórka to można ją wykorzystać jako peeling pomijając wszelkie obiecane efekty.



Jednak pragnę zauważyć, że maskę stosuję dwa razy w tygodniu a nałożenie jej poprzedza demakijaż oraz oczyszczenie twarzy dwoma produktami myjącymi. Mój kochany żel od Purito oraz olejek do mycia twarzy, więc produkt jest nałożony na idealnie oczyszczoną twarz.

Komu polecam Gold Black Sugar Mask? Każdemu kto nie może stosować peelingów mechanicznych a chce zadbać o nawilżenie twarzy oraz pozbyć zaskórników. Do tego jest to w pełni naturalny kosmetyk i nie podrażnia cery wrażliwej, więc osoby zmagające się z tym problemem także mogą śmiało sięgnąć po to cudeńko.

Przy okazji spóźnione życzenia po Wielkanocne, ale miałam tak dużo na głowie, że posiadałam odwyk od komputera i telefonu. xD
środa, 16 marca 2016

#11 Wyznania kasjerki - czyli 10 sytuacji dzięki którym ciągle wierzę w ludzkość

Po moim ostatnim poście z tej serii możecie uznać, że nie cierpię ludzi, ale tak nie jest. Mimo, że praca w handlu a zwłaszcza z klientami do najłatwiejszych nie należy ale kocham ją. Dlatego dzisiaj chcę wam przedstawić dziesięć sytuacji, które powodują, że ciągle chcę pracować, ponieważ to jak się zachowujemy w niektórych sytuacjach jest fascynujące! A więc bez owijania w bawełnę przedstawiam wam moją listę heroicznych postaw na sklepie.


Bardzo adekwatny gif do do tematu xD

1. Niech Pani się nie męczy ja to ściągnę.

Niby taka prosta sytuacja ale jak widzę gdzie np. kobieta nie może dosięgnąć do wysokiej półki by wziąć produkt, a ja nie mam chwilowej możliwości jej pomóc i nagle pojawia się całkiem obcy mężczyzna bądź nawet wysoka kobieta, która ściąga towar z uśmiechem i podaje biednej niskiej osóbce. Taka bezinteresowna pomoc po prostu chwyta za serce i pokazuje, że nie wszyscy martwią się tylko o swoje cztery litery i widząc kogoś, kto ma problem chcą pomóc.


2. Spokojnie. Niech Pani/Pan się spakuje.

Często przy kasach jest tak, że każdy chce jak najszybciej wyjść ze sklepu z zakupami. Dlatego gdy ktoś się ociąga w pakowaniu następuje fala westchnień i nerwowego tupania. Wtedy osoba która zbiera swoje zakupy jest jeszcze bardziej zestresowana co niekoniecznie działa na szybkość pakowania. Więc gdy ktoś z uśmiechem i spokojnie mówi, by się nie spieszyć działa jak okład na ranę. Niestety rzadko się to zdarza przez co wywołuje u mnie za każdym razem uśmiech, ponieważ wiem jak to jest gdy masz duże zakupy i chcesz się jak najszybciej skasować. Pokazuje to, że znowu ktoś nie myśli tylko o sobie i chce zapewnić pewien komfort innej osobie.


3. Czy mogę jakoś pomóc?

Takie pytanie zazwyczaj jest wypowiadane przez pracowników, jednak zdarza się, że można je usłyszeć od innych klientów. Gdy widzą jakiś problem u innego klienta potrafią podejść i spytać czy nie potrzebuje pomocy. W ostatnią niedzielę widziałam jak kobieta podeszła do pewnego dziadka, który stał przy lodówkach chłodniczych i nerwowo się rozglądał. Okazało się, że dostał listę zakupów ale nic z niej nie może znaleźć. Pani zamiast poprosić mnie o pomoc spojrzała na kartkę mężczyzny i zaproponowała, że razem z nim odnajdzie potrzebne produkty. Pan był tak wzruszony, że gdy się kasował dał mi tabliczkę czekolady i prosił bym przekazała ją jego wybawicielce. Chyba nie muszę mówić jaka byłam wzruszona a co dopiero nic nieświadoma kobieta.


4. Proszę bardzo, niech Pan/ Pani skasuje się pierwszy/pierwsza.

Takie sytuacje mają zazwyczaj miejsce gdy ktoś ma bardzo duże zakupy a za nim stoi ktoś tylko z paroma produktami. Miło jest gdy ktoś świadom tego, że zajmie kasę na dłuższy czas chce przepuścić kogoś by nie musiał zbyt długo stać. Przy okazji jest to pewna pomoc dla pracowników, ponieważ w ten mały sposób można zapobiec większym kolejką.


5. Niech Pani tego nie dźwiga.

Odnosi się to w większości do kobiet i nie tylko klientek. Nieraz gdy wykładam towar i muszę odłożyć cały karton soków na kaskiet (taka półka u góry gdzie daje się produkty nie mieszczące się na półce) podchodzi klient i oferuje swoją pomoc. Uwierzcie mi, że to jest tak wzruszające, że nigdy nie wiem jak mam zareagować. Widzicie chodzi tutaj o to, że ktoś mi całkiem obcy martwi się o mój kręgosłup bardziej niż ja i nie chce bym miała uszczerbek na zdrowiu. To jest jedna z moich ulubionych postaw, ponieważ także niektórzy reagują jak starsza Pani próbuje wziąć zgrzewkę z wodą i włożyć do koszyka. Taka bezinteresowna pomoc po prostu wzrusza i koniec kropka.

6. Gdzie znajdę punkt oddawania produktów na cele charytatywne?

Czyli po prostu ktoś chce wspomóc różne akcje jak np. "Zbiórka żywności" co chyba nie potrzebuje większego komentarza. Takie pomaganie osobą najbardziej potrzebujących było, jest i będzie najbardziej heroiczną postawą wśród klientów i chyba najbardziej odbudowuje wiarę w ludzi.


7. Czy nic się Pani/Panu nie stało?

Wypadki na sklepie są rzeczą codzienną. Nawet małe urazy występują kilka razy dziennie i to nie tylko wśród pracowników. Ktoś się spieszył i uderzył barkiem o regał, albo zapatrzył się i wpadł na stend (kartonowe półki zazwyczaj z towarem od jednego producenta) bądź na wysepkę (coś jakby stół owinięty papierem z daną tematyką np. wielkanocną gdzie stoją tematyczne produkty). Takich sytuacji jest wiele a to, że ktoś stojący obok podjedzie i spyta czy wszystko jest w porządku jest po prostu miłe. Ot tak znowu pokazuje się swoją bezinteresowność. W moim przypadku siedząc na kasie nie raz coś mi głośno strzyknie w kościach np. podczas przerzucania zgrzewek z wodą i od razu padają pytania czy aby na pewno nic mi się nie stało. Czy wtedy dzień nie jest milczy mimo bólu w stawach? Oczywiście by pokazać jak czasami takie podejście potrafi nam uratować skórę przedstawię sytuację z lata:
Jak wiadomo podczas poprzednich wakacji był wysyp os a może raczej plaga. Wszędzie było ich pełno więc my na sklepie wręcz na nie polowaliśmy z kartonami w ręce. Podczas kasowania jednego klienta nie zauważyłam jak jedna z os się kręciła. Gdy skanowałam nagle poczułam przeszywający ból pod pachą. Poderwałam się i wytrzepałam koszulę spod której wypadła winowajczyni. Ponieważ był dłuży ruch chciałam wrócić do kasowania, chociaż czułam na zmianę uderzenia gorąca i zimna. Klienci wręcz na mnie krzyknęli bym sobie darowała i kogoś wezwała. Okazało się, że jestem  uczulona na ich jad więc tym sposobem mogłam szybko zareagować za co jestem im wdzięczna.

8. Proszę się uspokoić!

Chodzi tutaj o sytuacje gdy jeden klient z jakiegoś powodu zaczyna się awanturować bądź jest pod wpływem alkoholu. Niestety wtedy my pracownicy jesteśmy, że tak powiem pod ręką i nie raz my za to obrywamy. Dlatego gdy klient staje nagle w naszej obronie jest to po prostu nie do opisania, w końcu trzeba mieć odwagę. Tak samo jest gdy np. jakaś para się wykłóca i pokazuje to całemu światu wtedy nagle da się usłyszeć "Proszę o spokój! Nie tylko wy jesteście na sklepie". Oj trzeba mieć przy tym przysłowiowe jaja. Ale dodam, że i my szybko wtedy reagujemy wzywając ochronę gdy zapowiada się, że słowne upomnienie działa na danego delikwenta jak płachta na byka.

9. A słyszała Pani to...

Czyli wszelkie żarty czy zabawne historyjki jakie opowiadają nam klienci, W ciągu dnia kasuje się od setek do tysiąca klientów (zależnie od sezonu) gdzie większość to po prostu niezapamiętane twarze, które położyły towar na taśmę, zapłaciły i wyszły bez słowa "do widzenia". Jednak są tacy, którzy już dobry humor przekazują gdy tylko podchodzą do kasy. Z uśmiechem na ustach się witają i zaczynają bardzo miłą rozmowę. No co więcej powiedzieć? Tacy klienci to cud, który dodaje nam sił na resztę dnia. Do tego nagle utrwalają się w naszej pamięci i to na bardzo długi czas.


10. Ile Pani/Panu brakuje?

Jest to druga po przekazywaniu żywności celom charytatywnym postawa, która pokazuje jak można być bezinteresownym i chętnym do pomocy. Nie raz gdy przy kasie jest osoba, której brakuje nawet kliku groszy do opłacenia, ktoś w kolejce proponuje, że się dorzuci. Nie chodzi tylko o takich ludzi, którzy mają ciężko i to po nich widać. Nawet bardzo dobrze ubrani klienci mają ten problem, ponieważ portfel zostawili w domu/samochodzie czy w pokoju hotelowym. Ja niestety nie mogę przymknąć oka na brak pewnej kwoty, ponieważ jestem z tego rozliczana a tutaj ktoś całkiem obcy chce się dorzucić, by osoba stojąca przy kasie nie musiała z czegoś rezygnować.

A więc to jest moja lista, która na prawdę podbudowuje moją wiarę w ludzkości. Chociaż niektóre z tych punktów są małymi błahostkami to jednak potrafią zmienić wszelkie poglądy. Oby więcej ludzi było tak chętnych do pomocy.
A wy co uważacie o takim zachowaniu? Może i wy byliście świadkami takich sytuacji?


poniedziałek, 7 marca 2016

#7 Wyznania kasjerki - szał przedświąteczny

Ponieważ powolnym krokiem zbliżają się kolejne święta chcę poruszyć bardzo ważną kwestię. Otóż za każdym razem gdy nadchodzą dni, kiedy i my kasjerzy mamy wolne tak jak reszta ludzkości to pojawia się wielka fala nienawiści. Problemem jest to, że nagle ostatniego dnia sklepy są krócej otwarte, jest dużo klientów co się równa wielkim kolejką przy kasie i nie zawsze znajdzie się to czego się szuka. Jednym słowem kumulacja złośliwości i nienawiści do pracowników. Oczywiście w internecie znajdą się zarzuty jakim prawem zamykamy sklepy na kilka dni, jeśli żywność jest nam ciągle potrzebna. W końcu na święta zjeżdża się rodzinka i wiadomo zaczyna brakować jedzenia gdy gruby wujek Henio pochłania posiłki razem z talerzami. Nagle okazuje się, że tak niedoceniani kasjerzy są niemalże ważni jak ratownicy na pogotowiu!



No dobra... Będę szczera, że i ze mnie sączy się jad gdy tylko myślę o zbliżającej się Wielkanocy, a moja notka nie będzie bezstronna. Jednak chcę pokazać co się w ogóle dzieje na tym sklepie gdy wszyscy robią zakupy na ostatnią chwilę. A tym bardziej co myślimy gdy co druga osoba mówi nam, że co my odwalamy z tym wolnym. Jestem osobą wyrozumiałą i zacisnę zęby, gdy ktoś mnie wkurzy ale podczas takiego ruchu jak w dzień przed świętami to nerwy każdemu puszczają.
Wracając do tematu święta są najgorszym okresem w handlu z kilku powodów. Po pierwsze terminy! Nagle trzeba sprawdzać je o kilka dni do przodu niż normalnie i wyprzedać póki są ludzie na sklepie! Tym samym już na kilka dni przed zamknięciem sklepu mamy więcej na głowie, ponieważ im wcześniej zaczniemy tym większe prawdopodobieństwo pozbycia się towaru. Ja po prostu kocham robić przeceny, kiedy w głowie latają mi procenty i mówią "zwariowałaś, przecież 50% z 6 zł to nie jest 3 zł!". Tak. O tym jak się nazywam nie pamiętam i chyba tylko plakietka z imieniem mnie ratuje.



Drugi powód to cholerne dostawy. W końcu firma dobrze wie, że i tak największy szał będzie dzień przed zamknięciem więc trzeba dużo towaru sprowadzić, ponieważ klienci będą kupować co leci. Jeśli ktoś myślał, że sklepy są wspaniałomyślne dla klienta i zrobią wszystko by był zadowolony to mam nadzieję, że zszedł na ziemię. Dla dużych koncernów liczą się jedynie utargi jakie wpadają do kasy, więc kiedy nagle wszyscy pracownicy są na stanowiskach i obsługują klientów to równa się to sporemu zyskowi. A zwłaszcza, gdy "przypadkowo" przywiozą droższy towar zamiast tego tańszego to nic się nie stanie. W końcu gdzie indziej zrobią zakupy? A my biedni pracownicy biegamy jak mrówki w mrowisku i musimy to wszystko wyłożyć na półkę. Pomijając poboczne obowiązki jak bycie wsparciem na linii kas.

Bo nawet odsuwanie się na krześle z pośpiechu może źle się skończyć...

Po trzecie idiotyzm klientów. To co czasami usłyszę lub zobaczę zasługuje na osobną notkę, ale do jasnej anielki jak nie można zobaczyć ceny produktu, która wisi nad nim na dużej kartce formatu A4 z wielką, pogrubioną czcionką? No i oczywiście przekonanie, że jak siedzę na kasie to wiem ile kosztuje coś czego klient nie widział i ile tego mam na stanie. Tak. Bo siedząc kilka godzin na kasie wiem ile kosztuje szczoteczka do zębów oraz dobrze pamiętam ile towaru mam jeszcze na magazynie i gdzie leży. Co tam, że asortyment sklepu jest liczony w tysiącach produktów! Ja wszystko pamiętam... Dobra na samo wspomnienie takich pytań ciśnienie mi skoczyło...

No i na koniec wypowiem się na temat tego, że sklepy nie powinny być zamykane.
Drodzy zwolennicy otwartych sklepów w święta... Olejcie spotkanie z rodziną i idźcie do pracy, a wtedy porozmawiamy o waszych argumentach i przekonaniach.*

_______
*Przepraszam za ironię i sącząca się miejscami złość. Po prostu tak bardzo kocham święta....
środa, 2 marca 2016

#5 Moje nowości czyli ostatnie przesyłki

Nie będę ukrywać, że większość zakupów robię przez internet. Po pierwsze jestem zbyt zabiegana by jeździć ciągle do większego miasta jak i nawet do centrum mojego. Po drugie kosmetyki, które już zamawiam nie są zazwyczaj dostępne na polskim rynku a tym bardziej w sklepach stacjonarnych. Dlatego gdy ostatnio przyszły dwie paczki mało co nie uściskałam kuriera (który zresztą jest moim dobrym znajomym, więc by to pewnie mu nie przeszkadzało). No ale dość gadania bo trzeba się pochwalić swoim zakupem, który jest dość skromny ale cieszy mnie niezmiernie.

Najbardziej oczekiwałam na paczkę z Korei, w której miały być dwa produkty i tradycyjnie kilka próbek. Właśnie przez takie próbki skusiłam się na zakup od Purito - Snail All In One BB Cleanser. Na temat tego produktu nie mogłam znaleźć jednoznacznej recenzji a w ogóle nie znalazłam jej wśród polskich blogerek. Jednak gdy w końcu postanowiłam sprawdzić co mi tak namiętnie przesyłają co zamówienie i powiem, że jest to genialne!



Po pierwsze mamy do czynienia z żelem do demakijażu! Może jestem zacofana ale nie spotkałam tak obiecującego produktu na naszym rynku. Zwłaszcza, że jak to u mnie bywa musiałam poznać co wchodzi w skład. Oczywiście jak wiadomo w Azji wydzielina ślimaka jest wspaniała, dlatego i w tym produkcie ją znajdziemy. Betaina czyli składnik, który jest odpowiedzialny za nawilżenie czyli za razem poprawia elastyczność skóry, ma zastosowanie przeciwzmarszczkowe, przywraca naturalne pH oraz między innymi jest odpowiedzialna za ułatwienie rozpuszczania się niektórych substancji w wodzie. Na sam koniec ważny jest też ekstrakt z wąkroty azjatyckiej (Centella Asiatica), która ma silne działanie antybakteryjne i stymuluje skórę właściwą do wytwarzania kolagenu. Oraz składnik dzięki któremu zachwycam się zapachem czyli ekstrakt z kwiatu lawendy wąskolistnej.

 

Jak widać powyżej żel delikatnie zmywa nawet wodoodporne produkty jak w tym przypadku mój eyeliner w żelu chociaż nie radzę go stosować do demakijażu okolic oczu i ust. W końcu raczej nie myjemy powiek mydłem a żel się lekko pieni więc szczypiące oczy są efektem gwarantowanym.

Na drugi produkt skusiłam się przez zachwalanie produktów aloesowych. Pomyślałam sobie, że czemu nie? Akurat składam zamówienie więc mogę i popatrzeć za czymś z aloesem. Padło na produkt od firmy Mizon a dokładniej na żel z 90% wyciągiem z aloesa z wyspy Jeju.


Będę szczera, że nastawiłam się dość sceptycznie na jakikolwiek żel do twarzy. Bałam się, że będę mieć uczucie lepkości jak i to, że może zapchać cerę. Jednak mile się zaskoczyłam gdy po raz pierwszy zaaplikowałam produkt. Nie miałam wielkiego uczucia lepkości (lekkie było, ale może to przez to, że stosuję głównie kremy) i szybko się wchłonął. Zastosowałam go samodzielnie chcąc sprawdzić jak moja cera na niego zareaguje. Faktycznie zauważyłam mniejsze zmęczenie na twarzy, biorąc pod uwagę, że do późna w nocy kończyłam dodatek do Dragon Age. Po dwóch dniach stosowania (akurat miałam wolne) postanowiłam zobaczyć jak się zachowa jako baza pod krem. Powiem tylko, że jestem zadowolona i ten produkt zawitał na stałe w mojej kosmetyczce. 

No i na sam koniec trochę mniej o kosmetykach, ponieważ drugą wyczekiwaną paczką były buty! Postanowiłam poszaleć i kupić sobie piękne buciki na wiosnę (bo śnieg znowu sypnął). 
 

Zamówiłam je w sklepie internetowym Bonprix i będę szczera... Są zarąbiście wygodne! Szkoda, że mam tak zasypane chodniki, ponieważ już bym w nich chodziła, pomijając fakt, że wszędzie mam z górki lub pod górkę. 

No i tyle z mojego się chwalenia ostatnim zakupem przez internet. W sumie za dużo o kosmetykach trzeba napisać coś innego następnym razem.