Pokazywanie postów oznaczonych etykietą RPG. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą RPG. Pokaż wszystkie posty
środa, 30 listopada 2016

#25 Let's play: Mass Effect

Czyli jedna z najbardziej popularnych gier łączących w sobie RPG i akcję do tego osadzona w przyszłości, gdzie ludzkość próbuje się wybić na tle innych ras zamieszkujących galaktykę. Jak nie jestem wielką fanką akcji to ta produkcja firmy BioWare z 2008 roku zasługuje na uwagę każdego gracza.


Wprowadzenie do fabuły

Po fenomenalnym odkryciu na Marsie technologi Protean, ludzkość gwałtownie rozwinęła się wkraczając w wspólnotę inteligentnych ras w galaktyce. Akcja gry rozpoczyna się w 2183 roku na pokładzie SSV Normandia, gdzie wcielamy się w postać Komandora Shepard'a. Początkowo uczestniczymy w ćwiczebnych manewrach Normandii, którym towarzyszy obecność Widma (Wywiad i Działania Militarno-Obronne - WiDMO) Nihilusa będącego Turianinem. W momencie gdy zostaje odebrany komunikat z Eden Prime następuje zwrot akcji i ćwiczenia zmieniają się w prawdziwą misję, mającą na celu ocalenie proteańskiego nadajnika, który niedawno odkryto. W trakcie misji odkrywamy, że inne Widmo - Saren zbuntował się i planuje krwawy mord na ludziach. Natomiast w trakcie gry wstępujemy do oddziału Widm jak i odkrywamy kto tak na prawdę ciągnie za przysłowiowe sznurki.


Moje odczucia

Nie będę ukrywać, że gdy po raz pierwszy sięgnęłam po Mass Effect to miałam ochotę wyłączyć grę gdy tylko zaczęły się elementy akcji. Było to spowodowane faktem, że grę rozpoczęłam po innej produkcji BioWare - Dragon Age: Origins; więc całkowicie inny styl sterowania mnie zniechęcił. Jednak nauczona, że nie można od razu rezygnować zrobiłam kilka podejść, aż w końcu bez problemu opanowałam sterowanie postacią oraz wydawanie rozkazów członkom drużyny, I w tym momencie pokochałam tą grę! Nagle poczułam się częścią zespołu Normandii jako Komandor Shepard. Wciągająca fabuła, gdzie prawie do samego końca nie byłam pewna jaka jest prawda do tego nawet wciągnęło mnie strzelanie do przeciwników! No i oczywiście ukochany pojazd czyli Mako, gdzie moje umiejętności kierowania okazały się fatalne.

Mimo faktu, że Komandor Shepard jest dość znaną osobą w Przymierzu to spokojnie możemy stworzyć postać skrajnie dobrą jak i złą. Każda podjęta decyzja czy odpowiedź w dialogu wpływa na całą historię oraz to jak odbierany jest nasz bohater. W ten sposób można stworzyć "unikalną" historię (oczywiście na tyle unikalną na ile pozwalają nam twórcy gry :P ) i jeszcze bardziej wczuć się w klimat gry. W końcu razem z Shepard'em musieliśmy podejmować trudne decyzje, gdzie nawet decydowaliśmy o życiu członków naszej drużyny. Biorąc także pod uwagę, że podjęte decyzje w tej grze miały także wpływ na dalszą zabawę z Mass Effectem w kolejnych częściach.


Nie mogę oczywiście zapomnieć o drużynie i załodze Normandii. Podobnie jak w Dragon Age: Origins twórcy nie próżnowali i stworzyli wspaniały, różnorodny zespół dla naszego Komandora Shepard'a. Mimo przynależności do Sił Przymierza czyli wojsk składających się wyłącznie z rasy ludzkiej w naszej załodze pojawiają się także przedstawiciele innych nacji!

Shperad ma taki dar przekonywania, że do walki z Sarenem dołącza Turianin Garrus Vakarian (już) były oficer SOC (Służby Ochrony Cytadeli), którego w moim przypadku ciągle musiałam sprowadzać na prawidłowy tor myślenia (tak bardzo droga idealisty xD ).



Oczywiście tak wspaniały statek ma siłę przekonywania takich ras jak Quarianie a za tym idzie w drużynie jest także miejsce dla Tali'Zorah nar Rayya (idealna opcja gdy chcesz wszystko otiwrać i musisz mieć jakiegoś technika w zespole).



Brutalna siła i duży rozmiar? Shperad to lubi więc Kroganin to idealna inwestycja! Więc i tym sposobem Urdnot Wrex staje się idealnym towarzyszem. Bo wierzcie mi, że Wrex jest najlepszym rozwiązaniem w każdej sytuacji.



No i zaproszenie typu "chcemy zabić twoją matkę, ale mamy dane z proteańskiego nadajnika" jest zawsze na miejscu gdy masz do czynienia z badaczką Asari, więc i także Liara T'Soni chce należeć do załogi Normandii. A przy okazji zdobywacie kolejnego biotyka więc niech siła implantów się szerzy!



Trochę dużo tutaj kosmitów, więc chyba wypada wspomnieć o pozostałych członkach, którzy tym razem należą do Sił Przymierza (w końcu to ich statek, więc oprócz załogi wykonawczej muszą być inni ludzie).


Więc przedstawię wam także jednego z najlepszych biotyków (ze starym implanetm L2) Sił Przymierza, jednego ze stałych członków załogi Normandii oraz towarzysza Sheparda z Eden Prime czyli - Kaidan Alenko. Niby chłodny typ ale wewnątrz siedzi romantyk (a w trzeciej części nawet umie gotować więc idealny kandydat na męża :P )




By była równowaga kobiet jest także piękna Ashley Williams, której siła i zdolności bojowe potrafią zawstydzić mężczyzn i można zaryzykować, że sam Wrex jest pewnie pod wrażeniem jej umiejętności. Chociaż też jest wrażliwa i pięknie recytuje wiersze, więc nie koniecznie żołnierze są zimni jak głaz.



No i nie może zabraknąć członka załogi, który może nie towarzyszy nam w walce, a przynajmniej w sposób fizyczny. Bo co by się zrobiło bez najlepszego pilota w całym Przymierzu jakim jest Jeff Moreau, a raczej tak zwany Joker? Jego humor jak i podejście do wszystkiego udowadnia, że jest to najlepszy kompan Shepard'a (a do tego ma zabójczy śmiech ale to dopiero odkrywa się w trójce)




Podsumowując uważam Mass Effect za jedną z najlepszych gier w jakie grałam wliczając w to także następne części. Tą grę z czystym sercem mogę każdemu polecić ze względu na fabułę jak i frajdę rozwalania Gethów. Dawno się tak nie wczułam w bohatera, a tym bardziej nie przeszłam w niemal ekspresowym tempie całej serii, by zacząć od nowa i odkrywać smaczki, które dopiero w całości serii mają sens. A tym bardziej, że już w następnym roku odbędzie się premiera najnowszej części Mass Effect: Andromeda czyli jest pretekst by rozpocząć przygodę z Shepardem jak i resztą załogi. 
czwartek, 19 maja 2016

#16 Dlaczego tak bardzo lubię grać - czyli ja od innej strony.

Nie od dziś wiadomo, że uwielbiam grać w gry i każdy mój znajomy wie, że jak nie odbieram telefonu to istnieje bardzo wielkie prawdopodobieństwo, że nabijam nowe levele. Ewentualnie walczę z smokiem i na Andraste nie mam zamiaru tego przerywać. Dlatego nikt nie przejmuje się, że nie daję znaków życia, ponieważ odsypiam nocną walkę z Mrocznymi Pomiotami, a za kilka godzin lecę do pracy. Jednak ostatnio zadano mi pytanie dlaczego tak bardzo pasjonuję się w grach. Jak na początku uważałam, że odpowiedź jest banalna to z każdą próbą nie wiedziałam jakich argumentów użyć. Zwłaszcza, że mój rozmówca był typem, który nie grywa w ogóle w gry i powołując się na Gothica nie łapie aluzji odnośnie grafiki. Dlatego po wielu przemyśleniach postanowiłam podzielić się tym co tak mi na prawdę w sercu gra.



Myślę, że znaczną przewagę w tej sprawie ma to, że od dziecka miałam dostęp do gier video i podczas brzydkiej pogody lub choroby wujek łaskawie pozwalał mi pograć. Nie był to najnowszy sprzęt i gry także, ponieważ posiadał takie perełki gdzie nie było opcji zapisz. Więc jak siadłam przed telewizorem to nie odeszłam póki nie przeszłam gry. No chyba, że moja mama postanowiła wyłączyć konsolę co kończyło się jej przeprosinami, ponieważ nie wiedziała a chciała bym zjadła obiad. Jednak to nie był okres gdzie bez konsoli nie wyobrażałam sobie życia, ponieważ ciekawsza była zabawa na dworze lub czytanie książek.
Dopiero później gdy miałam lepszy komputer mogłam grać w nowsze gry. Wtedy zaczęła się moja pasja do gier strategicznych. Potrafiłam kilka godzin grać w Settlersów czy w Europe Universalis. Czułam wielkie zafascynowanie mogąc decydować o losach świata i do tego satysfakcję, gdy obrałam dobra strategię. Co jak co ale do tej pory kocham gry tego typu, ponieważ bardzo rozwijają strategiczne myślenie jak i wiedzę na temat ekonomii oraz logistyki.
Z czasem zaczęłam sięgać po inne gry co zawdzięczałam mojemu wujkowi. Jako zapalony fan szeroko pojętej fantastyki szukałam czegoś w tym klimacie. Na moje szczęście wujek miał podobny gust więc od razu rzucił mi hasło: RPG. Tym sposobem kupiłam i zainstalowałam Gothica. Nie zaprzeczę, że obecnie grafika tej gry jak i liczne bugi są na strasznie niskim poziomie ale fabuła była czymś co mnie całkowicie pochłonęło. Odkryłam nową miłość jaką były gry z otwartym światem. Masa możliwości przejścia, ulepszanie wybranych umiejętności, tyle do odkrycia no i wspaniałe dialogi to było czymś co podbiło me serce. Zafascynowana sięgałam po kolejne tytuły niektóre lepsze inne gorsze. Tym sposobem rozwinęłam swój gust.



Nie zawsze miałam czas na gry czy może lepiej powiedzieć pieniądze. Nigdy nie prosiłam rodziców by mi jakąś kupili, ponieważ wiedziałam jakie jest ich podejście. Gra to tylko rozrywka na którą nie warto wydawać takich pieniędzy. Więc oszczędzałam a w wakacje pracowałam by rozwijać swoją pasję. Do tej pory sięgam po stare tytuły, których kiedyś nie mogłam kupić, ponieważ czasami te starsze gry są lepsze. Przykładem może być Dragon Age: Orgins o którym już pisałam. Moim zdaniem jest to jedna z najlepszych gier RPG w historii.
Kończąc tą notkę pragnę zauważyć, że nie napisałam w sumie dlaczego kocham gry a raczej skupiłam się na tym jak to wszystko się zaczęło. Dla mnie gry są odskocznią od rzeczywistości, idealną chwilą gdzie mogę się zrelaksować. Grając w RPG przenoszę się do innego świata gdzie wykreowaną postacią odkrywam wszystko na nowo. Przeżywam rozterki, podejmuje ciężkie decyzje, śmieje się z bohaterami i z nimi płaczę. To jest tak samo jak z dobrą książką - czuję więź z postaciami i pragnę poznać zakończenie. Jednak w tym przypadku to ja kreuje historię i od moich decyzji zależy jak się ona zakończy.


poniedziałek, 21 marca 2016

#13 Let's play: The Witcher

Witam was w mojej już drugiej notce odnośnie gier. Dzisiaj chcę wam przedstawić najbardziej znaną polską produkcję na rynku gier, a może raczej pierwszą część znanej serii czyli Wiedźmina. W końcu każdy szanujący się fan fantastyki zna świat i bohaterów stworzonych przez Andrzeja Sapkowskiego! Do tego bądźmy szczerzy ale o Geralcie jest bardzo głośno dzięki najnowszej części, jednak o niej nie będę dzisiaj mówić.

Chyba widać, że jestem fanką Wiedźmina...


Na moim Instagramie pojawiła się podpowiedź co do dzisiejszego posta. W sumie wielki napis w zeszycie raczej rzuca się w oczy. No ale to nie moja wina, że podczas gier robię notatki? Podobnie jak w przypadku DA chcę wam pokrótce przedstawić o czym jest gra oraz za co ją uwielbiam.



Po pierwsze jak już było to wspomniane, gra utrzymuje się w klimacie książek Sapkowskiego czyli mamy przed sobą wiedźmiński świat pełen potworów i tajemnic. Wcielamy się w rolę głównego bohatera jakim jest nijaki wiedźmin Geralt z Rivii. Gra jest tak sformułowana, że można w nią spokojnie grać nie znając się w ogóle na przedstawionym świecie. Jest to możliwe dzięki takiemu zabiegowi jak utrata pamięci przez głównego bohatera. Na początku rozgrywki trafiamy do Kaer Morhen i tutaj właśnie zostaje nam przedstawiona mechanika walki, o której trochę więcej opowiem później. Generalnie gra zaczyna się od najazdu na Wiedźmińskie Siedliszcze a my wraz z innymi staramy się go odeprzeć. Nie spoilerując całej fabuły w końcu pozbywamy się intruzów.... Tracąc przy tym kilka wiedźmińskich mutagenów i tajemnic. W sumie czy wspomniałam, że Próba Traw jest bardzo ale to bardzo tajna i Wiedźmini nie chcą się tą wiedzą dzielić? Jeśli tego nie zrobiłam a nie czytaliście książek ani nie graliście w następne części to w sumie musicie to wiedzieć. Bo nasi mutanci bardzo nie chcą dzielić się swoimi sztuczkami tworzenia kolejnych wiedźminów więc niczym dziwnym nie będzie, że postanawiają ruszyć w pościg za zgrupowaniem złodziei. Aby było jeszcze bardziej wyniośle to ruszają w cztery strony świata, każdy samotnie.




Zaraz! W sumie Geralt samotny nie będzie, ponieważ rusza do Wyzimy gdzie spotyka znajome kobiety. Ale kto i w jaki sposób będzie to wpływać na rozgrywkę to zostawiam wam już do odkrycia, ponieważ nie chcę psuć wam frajdy z sięgnięcia po ten tytuł. Za to może skupię się na samej mechanice gry? W sumie to raczej powinnam.




Po pierwsze nie mogę się powstrzymać by nie rozpocząć od systemu walki. Uprzedzę, że jeśli jesteś graczem i masz za sobą Dziki Gon to podczas odpalenia pierwszej części dostaniesz ataków spazmów. Zawdzięczamy to wspaniałej mechanice klikania w myszkę w odpowiednim momencie, co zależy od poziomu trudności. Może być ikonka, która pokazuje kolorem czy jest czas na kolejny atak ale na najtrudniejszym poziomie musimy domyślać się po kolorze jaki pojawia się pod prawdziwym mieczem, W sumie to są bardzie smugi rozcinanego powietrza, ale ciii... To taki mały szczegół. Więc jeśli źle klikniesz to całe combo poszło się..... Przejść do lasu. Więc osoby mające doświadczenie z nowszymi częściami proszę o wielką dozę cierpliwości i nie rzucanie myszkami czy padami. Po prostu Geralt po utracie pamięci musiał także zapomnieć w którym momencie ma zrobić młyniec.

Generalnie ciosów uczymy się z doświadczeniem mogąc rozkładać talenty jak chcemy. W sumie gdy pierwszy raz grałam w tą grę nie wiedziałam jak najlepiej to zrobić, ponieważ mam do dyspozycji trzy style jak i do tego dwa rodzaje broni (srebrna i stalowa). Jeśli nie ma się doświadczenia z tego typu grami może być ciężko ale gwarantuję, że szybko można się nauczyć w co lepiej inwestować. Do tego no sam wygląd interfejsu niezbyt zachwyca. Jednak co można się spodziewać po produkcji z 2007 roku? Style walki są ważne ponieważ każdy przeciwnik wymaga innego podejścia. No chyba, że nie straszne wam tracenia żywotności wtedy proszę bardzo róbcie co chcecie.



Wszelką wiedzę zdobywamy czytając książki np. o zielarstwie albo wybijając kolejne potwory. W sumie parę umiejętności musimy sobie sami wykupić jeśli chcemy między innymi zbierać z potworów kilka potrzebnych składników do wiedźmińskich eliksirów, bez których na trudniejszych poziomach nie można się nigdzie ruszyć.

Jak mowa już o roku to grafika w porównaniu do nowszych gier nie jest zbyt powalająca ale za razem nie razi tak w oczy. Da się ją przeżyć zwłaszcza jeśli grało się w Gothica, gdzie bądźmy szczerzy grafika do najlepszych nie należała. W przypadku Wiedźmina szybko można zapomnieć o niezbyt powalających krajobrazach i wyglądach postaci, ponieważ fabuła po pewnym czasie zaczyna tak wciągać, że piksele to taki pikuś. Do tego można nacieszyć oczy widząc wspaniałe obrazy podczas wspomnień Geralta oraz ładowania się nowych miejsc.




Sam świat gry jest korytarzowy czyli mimo widocznej przestrzeni możemy się poruszać tylko po udostępnionych dla nas terenach, które przypominają właśnie korytarze. Nie raz załamywałam się widząc, że mały krzak bądź pseudo płotek był przeszkodą dla Geralta. Wtedy myślałam "Serio... To jest za trudne dla zawodowego zabójcy potworów?". Może to trochę denerwować, jednak tak jak w przypadku grafiki po chwili na to nie zwracamy uwagi. W sumie nie próbujcie wsadzić Geralta do wody... Jak w Dzikim Gonie umie pięknie pływać i nurkować to po utracie pamięci i tej umiejętności zapomniał. 




Jak przystało na Wiedźmina także nie obejdzie się bez romansów, gdzie po zdobyciu panienki otrzymujemy kartę kolekcjonerską. W sumie w pewnym momencie zaczęłam podejrzewać, że Geralt zamiast szukać zleceń na potwory zaczepia każdą kobietę szukając możliwości chędożenia. Nie trudno się domyślić, że i to był pewien wyczyn, ponieważ spośród wszystkich szlachcianek trzeba było mieć szczęście i trafić na tą odpowiednią.



Na sam koniec pozwolę opisać swoje uczucia odnośnie tej gry jak i wytłumaczyć moje zafascynowanie Wiedźminem mimo kilku wkurzających aspektów. Widzicie jestem wielką fanką dzieła A. Sapkowskiego i dumnie posiadam wszystkie książki z tej serii. Dlatego niczym dziwnym nie będzie, że kocham także gry o Geralcie z Rivii. Dlatego głównie kocham tą grę za samą możliwość przeciągania swojej miłości do Wiedźmina jak i zarazem do tego rodzaju rozgrywki. W sumie posiadam wszystkie trzy części tej gry i systematycznie do nich wracam (póki nie wyjdzie nowy dodatek do Wiedźmina III ) bo jest warto. Wspaniała oprawa muzyczna, nawiązania do naszych starych słowiańskich wierzeń no i Jaskier. Co jak co, ale ten Bard potrafi rozbawić człowieka.Polecam tą grę każdemu fanowi fantastyki, który nie musi koniecznie znać książek. Ale uprzedzam, że sięgniecie po nie, bo świat Wiedźmina jest genialny! Owszem osoby, które grały w najnowszą część będą miały przysłowiowy "WTF" ale nie powinno się porównywać gry z tak różnych lat, chociaż Dziki Gon jest wręcz arcydziełem. Jednak co to za przyjemność z gry kiedy nie miało się okazji przejść poprzednich części?