środa, 16 marca 2016

#11 Wyznania kasjerki - czyli 10 sytuacji dzięki którym ciągle wierzę w ludzkość

Po moim ostatnim poście z tej serii możecie uznać, że nie cierpię ludzi, ale tak nie jest. Mimo, że praca w handlu a zwłaszcza z klientami do najłatwiejszych nie należy ale kocham ją. Dlatego dzisiaj chcę wam przedstawić dziesięć sytuacji, które powodują, że ciągle chcę pracować, ponieważ to jak się zachowujemy w niektórych sytuacjach jest fascynujące! A więc bez owijania w bawełnę przedstawiam wam moją listę heroicznych postaw na sklepie.


Bardzo adekwatny gif do do tematu xD

1. Niech Pani się nie męczy ja to ściągnę.

Niby taka prosta sytuacja ale jak widzę gdzie np. kobieta nie może dosięgnąć do wysokiej półki by wziąć produkt, a ja nie mam chwilowej możliwości jej pomóc i nagle pojawia się całkiem obcy mężczyzna bądź nawet wysoka kobieta, która ściąga towar z uśmiechem i podaje biednej niskiej osóbce. Taka bezinteresowna pomoc po prostu chwyta za serce i pokazuje, że nie wszyscy martwią się tylko o swoje cztery litery i widząc kogoś, kto ma problem chcą pomóc.


2. Spokojnie. Niech Pani/Pan się spakuje.

Często przy kasach jest tak, że każdy chce jak najszybciej wyjść ze sklepu z zakupami. Dlatego gdy ktoś się ociąga w pakowaniu następuje fala westchnień i nerwowego tupania. Wtedy osoba która zbiera swoje zakupy jest jeszcze bardziej zestresowana co niekoniecznie działa na szybkość pakowania. Więc gdy ktoś z uśmiechem i spokojnie mówi, by się nie spieszyć działa jak okład na ranę. Niestety rzadko się to zdarza przez co wywołuje u mnie za każdym razem uśmiech, ponieważ wiem jak to jest gdy masz duże zakupy i chcesz się jak najszybciej skasować. Pokazuje to, że znowu ktoś nie myśli tylko o sobie i chce zapewnić pewien komfort innej osobie.


3. Czy mogę jakoś pomóc?

Takie pytanie zazwyczaj jest wypowiadane przez pracowników, jednak zdarza się, że można je usłyszeć od innych klientów. Gdy widzą jakiś problem u innego klienta potrafią podejść i spytać czy nie potrzebuje pomocy. W ostatnią niedzielę widziałam jak kobieta podeszła do pewnego dziadka, który stał przy lodówkach chłodniczych i nerwowo się rozglądał. Okazało się, że dostał listę zakupów ale nic z niej nie może znaleźć. Pani zamiast poprosić mnie o pomoc spojrzała na kartkę mężczyzny i zaproponowała, że razem z nim odnajdzie potrzebne produkty. Pan był tak wzruszony, że gdy się kasował dał mi tabliczkę czekolady i prosił bym przekazała ją jego wybawicielce. Chyba nie muszę mówić jaka byłam wzruszona a co dopiero nic nieświadoma kobieta.


4. Proszę bardzo, niech Pan/ Pani skasuje się pierwszy/pierwsza.

Takie sytuacje mają zazwyczaj miejsce gdy ktoś ma bardzo duże zakupy a za nim stoi ktoś tylko z paroma produktami. Miło jest gdy ktoś świadom tego, że zajmie kasę na dłuższy czas chce przepuścić kogoś by nie musiał zbyt długo stać. Przy okazji jest to pewna pomoc dla pracowników, ponieważ w ten mały sposób można zapobiec większym kolejką.


5. Niech Pani tego nie dźwiga.

Odnosi się to w większości do kobiet i nie tylko klientek. Nieraz gdy wykładam towar i muszę odłożyć cały karton soków na kaskiet (taka półka u góry gdzie daje się produkty nie mieszczące się na półce) podchodzi klient i oferuje swoją pomoc. Uwierzcie mi, że to jest tak wzruszające, że nigdy nie wiem jak mam zareagować. Widzicie chodzi tutaj o to, że ktoś mi całkiem obcy martwi się o mój kręgosłup bardziej niż ja i nie chce bym miała uszczerbek na zdrowiu. To jest jedna z moich ulubionych postaw, ponieważ także niektórzy reagują jak starsza Pani próbuje wziąć zgrzewkę z wodą i włożyć do koszyka. Taka bezinteresowna pomoc po prostu wzrusza i koniec kropka.

6. Gdzie znajdę punkt oddawania produktów na cele charytatywne?

Czyli po prostu ktoś chce wspomóc różne akcje jak np. "Zbiórka żywności" co chyba nie potrzebuje większego komentarza. Takie pomaganie osobą najbardziej potrzebujących było, jest i będzie najbardziej heroiczną postawą wśród klientów i chyba najbardziej odbudowuje wiarę w ludzi.


7. Czy nic się Pani/Panu nie stało?

Wypadki na sklepie są rzeczą codzienną. Nawet małe urazy występują kilka razy dziennie i to nie tylko wśród pracowników. Ktoś się spieszył i uderzył barkiem o regał, albo zapatrzył się i wpadł na stend (kartonowe półki zazwyczaj z towarem od jednego producenta) bądź na wysepkę (coś jakby stół owinięty papierem z daną tematyką np. wielkanocną gdzie stoją tematyczne produkty). Takich sytuacji jest wiele a to, że ktoś stojący obok podjedzie i spyta czy wszystko jest w porządku jest po prostu miłe. Ot tak znowu pokazuje się swoją bezinteresowność. W moim przypadku siedząc na kasie nie raz coś mi głośno strzyknie w kościach np. podczas przerzucania zgrzewek z wodą i od razu padają pytania czy aby na pewno nic mi się nie stało. Czy wtedy dzień nie jest milczy mimo bólu w stawach? Oczywiście by pokazać jak czasami takie podejście potrafi nam uratować skórę przedstawię sytuację z lata:
Jak wiadomo podczas poprzednich wakacji był wysyp os a może raczej plaga. Wszędzie było ich pełno więc my na sklepie wręcz na nie polowaliśmy z kartonami w ręce. Podczas kasowania jednego klienta nie zauważyłam jak jedna z os się kręciła. Gdy skanowałam nagle poczułam przeszywający ból pod pachą. Poderwałam się i wytrzepałam koszulę spod której wypadła winowajczyni. Ponieważ był dłuży ruch chciałam wrócić do kasowania, chociaż czułam na zmianę uderzenia gorąca i zimna. Klienci wręcz na mnie krzyknęli bym sobie darowała i kogoś wezwała. Okazało się, że jestem  uczulona na ich jad więc tym sposobem mogłam szybko zareagować za co jestem im wdzięczna.

8. Proszę się uspokoić!

Chodzi tutaj o sytuacje gdy jeden klient z jakiegoś powodu zaczyna się awanturować bądź jest pod wpływem alkoholu. Niestety wtedy my pracownicy jesteśmy, że tak powiem pod ręką i nie raz my za to obrywamy. Dlatego gdy klient staje nagle w naszej obronie jest to po prostu nie do opisania, w końcu trzeba mieć odwagę. Tak samo jest gdy np. jakaś para się wykłóca i pokazuje to całemu światu wtedy nagle da się usłyszeć "Proszę o spokój! Nie tylko wy jesteście na sklepie". Oj trzeba mieć przy tym przysłowiowe jaja. Ale dodam, że i my szybko wtedy reagujemy wzywając ochronę gdy zapowiada się, że słowne upomnienie działa na danego delikwenta jak płachta na byka.

9. A słyszała Pani to...

Czyli wszelkie żarty czy zabawne historyjki jakie opowiadają nam klienci, W ciągu dnia kasuje się od setek do tysiąca klientów (zależnie od sezonu) gdzie większość to po prostu niezapamiętane twarze, które położyły towar na taśmę, zapłaciły i wyszły bez słowa "do widzenia". Jednak są tacy, którzy już dobry humor przekazują gdy tylko podchodzą do kasy. Z uśmiechem na ustach się witają i zaczynają bardzo miłą rozmowę. No co więcej powiedzieć? Tacy klienci to cud, który dodaje nam sił na resztę dnia. Do tego nagle utrwalają się w naszej pamięci i to na bardzo długi czas.


10. Ile Pani/Panu brakuje?

Jest to druga po przekazywaniu żywności celom charytatywnym postawa, która pokazuje jak można być bezinteresownym i chętnym do pomocy. Nie raz gdy przy kasie jest osoba, której brakuje nawet kliku groszy do opłacenia, ktoś w kolejce proponuje, że się dorzuci. Nie chodzi tylko o takich ludzi, którzy mają ciężko i to po nich widać. Nawet bardzo dobrze ubrani klienci mają ten problem, ponieważ portfel zostawili w domu/samochodzie czy w pokoju hotelowym. Ja niestety nie mogę przymknąć oka na brak pewnej kwoty, ponieważ jestem z tego rozliczana a tutaj ktoś całkiem obcy chce się dorzucić, by osoba stojąca przy kasie nie musiała z czegoś rezygnować.

A więc to jest moja lista, która na prawdę podbudowuje moją wiarę w ludzkości. Chociaż niektóre z tych punktów są małymi błahostkami to jednak potrafią zmienić wszelkie poglądy. Oby więcej ludzi było tak chętnych do pomocy.
A wy co uważacie o takim zachowaniu? Może i wy byliście świadkami takich sytuacji?


wtorek, 15 marca 2016

#10 BIG & DARING vs BIG & MULTIPLIED - czyli walka tuszów do rzęs

Dzisiaj chcę wam przedstawić dwa tusze do rzęs od firmy Avon, które znajdują się w moim posiadaniu a pochodzą z tej samej serii "BIG &". Postanowiłam napisać tą pseudo recenzję, ponieważ gdy tylko w katalogu ujrzałam nowy tusz z tej serii pomyślałam, że muszę go mieć i sprawdzić. Na wstępie zaznaczę, że nie posiadam długich i gęstych rzęs więc jeśli mam okazję próbuję wszystkie maskary mając nadzieję, że kiedyś uzyskam wymarzony efekt.



Przez bardzo długi czas korzystałam z pierwszego tuszu DARING i szczerze się przyznam, że w sumie kupiłam go cztery razy. W porównaniu do innych maskar potrafił jakoś ogarnąć moje rzęsy dodając im grubości i długości. Do tego jest wodoodporny co w mojej pracy jest bardzo przydatne. W końcu nie ma to jak siedzenie w mroźni bądź chłodni parę minut by przygotować pieczywo do odpieku a później buchnięcie w twarz gorącym powietrzem z pieca. Niestety niektóre tusze przy paru takich powtórzeniach lubiły się rozpuścić lub skruszyć. Natomiast DARING dalej trzymał się na rzęsach krzycząc "Nic mnie nie pokona!" co za razem było niezłym problemem przy zmywaniu makijażu.


Do tego mimo moich starań zdarzały się chwile kiedy tusz postanowił skleić moje rzęsy a ich wyratowanie czasami graniczyło z cudem. Nie ważne jakich trików się używało i tak rzęsy były sklejone, ale ja uparcie trzymałam się tego tuszu i doskonaliłam swoje metody nakładania. Po roku nauczyłam się jak poprawnie to zrobić by zmniejszyć to ryzyko, ale czasami gdy byłam zbyt zaspana jedno nieuważne pociągnięcie i już miałam jedną wielką rzęsę składającą się z kilku pomniejszych. 

Po prawej DARING a po lewej MULTIPLIED


Zapewne bym tak źle nie pisała o moim dotychczasowym ulubieńcu gdyby nie nowy tusz. Po pierwsze MULTIPLIED ma za zadanie powiększyć ilość rzęs dzięki szczoteczce, która potrafi odkryć te włoski o których istnieniu nawet się nie wiedziało. Gdy pierwszy raz zaaplikowałam tą mascarę byłam w szoku tej ilości rzęs! Nagle uznałam, że wszelkie triki na ich powiększenie są zbędne przy takiej szczoteczce (chociaż dalej je stosuję, ale efekt jest jeszcze bardziej zniewalający). 



Może nie wydłuża rzęsy jak jego poprzednik ale ten efekt większej ilości po prostu chwycił mnie za serce i tym sposobem MULTIPLIED wygrał walkę z DARING.





środa, 9 marca 2016

#9 *PUK PUK* - trochę o moim szukaniu odpowiedzi.

-Kto tam?
- Twoja cera.
- Jaka cera?
-Zgadnij!

Dzisiaj postanowiłam podzielić się z wami jak to było ze mną i odkrywaniem mojej cery. Oczywiście przecież teraz wiadomo, że mam cerę wrażliwą ponieważ wspomniałam o tym w notce o mojej codziennej rutynie. Jednak od razu nie było tak kolorowo i nie szukałam kosmetyków przeznaczonych dla mojego typu cery co w moim przypadku miało bardzo tragiczne skutki. Ale o tym później... Pozwólcie, że zacznę tą historię od początku.



Trzeba zaznaczyć, że byłam, jestem i będę córeczką tatusia. Dlatego zamiast patrzeć jak Mama się maluje i podbierać jej kosmetyki, biegłam na dwór i razem z Tatą grzebałam w pamiętnym Fiacie 125, później w Polonezie, następny był Passat i tak dalej... Generalnie lepiej znałam skrzynkę z narzędziami niż kosmetyczkę mojej Mamy. Jednak w pewnym momencie doszło do mnie, że tak jakby jestem dziewczynką, więc trzeba się tak zachowywać. Miało to miejsce gdy zaatakował mnie trądzik, co niestety było bardzo wcześnie, ponieważ miałam wtedy 12 lat. Wstydziłam się rozmawiać o tym z rodzicami, więc jak to wspaniała młoda pobiegłam do koleżanek. Niestety jak wiadomo w tym wieku niezbyt wiele się wie o urodzie, więc w sumie nic nowego się nie dowiedziałam. Wtedy postanowiłam poprosić Mamę by kupiła mi coś do oczyszczania twarzy (w końcu widziało się reklamy w telewizji) i tym sposobem dostałam dwie buteleczki płynów. Jedna z nich to był tonik antybakteryjny z alkoholem, a druga to mleczko z tej samej serii. Jak łatwo się domyśleć, moja pierwsza aplikacja skończyła się tak samo jak gdy Kevin użył płynu po goleniu (Kevin sam w domu). Wydarłam się ponieważ alkohol wręcz palił podrażnioną cerę przez trądzik a do tego jeszcze nie odkryty jej typ robił swoje. Na usprawiedliwienie mojej Mamy dodam, że sama do tej pory niezbyt wiele wie o kosmetykach i ja sama jej pomagam w ich doborze. Więc i wtedy nie wiedziała co mi kupić.


Jednak mimo koszmarnych przeżyć z tymi produktami dalej ich uważałam. Byłam pewna, że jeśli boli to działa jak należy, w końcu alkohol wypala to całe świństwo. Więc niczym dziwnym nie było, że po dwóch tygodniach stosowania moja twarz wyglądała jeszcze gorzej niż wcześniej. Zrozpaczona wyżaliłam się Mamie, która zabrała mnie do drogerii i postawiła przed ekspedientką z tekstem "Coś dla jej twarzyczki'. Więc Pani na moje szczęście przyjrzała się mojej twarzy i po chwili zaczęła pokazywać masę produktów. Mimo zapewnień, że pracownica w drogerii powinna się znać na kosmetykach i na urodzie, wszystko co przedstawiała miało w sobie alkohol lub kwasy. W końcu wybór padł na żel myjący bodajże z Under 20, który już od kilku lat nie jest na rynku (chyba coś było na rzeczy). Nie było w jego składzie alkoholu, więc podczas użytkowania nie czułam pieczenia jednak tak ściągał i wysuszał moją cerę, że czułam opór podczas uśmiechania. Do tego cały czas odczuwałam swędzenie, no ale może właśnie tak ma być. Więc i tym razem używałam dalej produktu, święcie przekonana, że mi pomoże.



Na moje szczęście trądzik się zakończył, jednak to co po sobie zostawił było koszmarem. Może nie posiadałam wielu blizn, ale stan i kondycja mojej cery mówiły same za siebie. Zamiast wyglądać na 13 dawano mi 16/17 lat. Miałam szarą, zmatowiałą, łuszczącą się skórę. Było to tak widoczne do tego stopnia, że nawet gdy złapałam trochę słońca to opalenizna była ziemista na twarzy a na reszcie ciała piękna brązowa. Aż ciarki mi przechodzą po plecach kiedy to sobie wspominam... W tym czasie także zmieniłam kosmetyk myjący na delikatny, kremowy peeling od Nivea (Nivea Visage, Pure Effect, All - in - 1 żel - peeling - maska) i to był pierwszy produkt, który nie podrażniał aż tak mojej cery. Więc drodzy czytelnicy i czytelniczki, sprawdza się powiedzenie do trzech razy sztuka!
Bardzo długo używałam tego produktu i jak pomyślę to po raz ostatni zakupiłam go 4 lata temu, a dlaczego to dowiecie się za chwilę



Przez całe gimnazjum w ogóle się nie malowałam, a moja pielęgnacja polegała na posmarowaniu się kremem do twarzy który pachniał czekoladą. Nawet wtedy się nie zastanawiałam czemu tak mnie policzki swędzą ale krem tak pięknie pachniał. Był to czas kiedy z koleżankami przeglądałyśmy nasze szafy i przymierzałyśmy wszystko co się dało. Oczywiście zostało to udokumentowane na zdjęciach. Też to był czas kiedy ścięłam włosy, które sięgały mi do pasa na takie do ramion. Cerą w ogóle się nie przejmowałam, w końcu właśnie teraz wszyscy moi znajomi zaczęli dojrzewać i mieć trądzik. A jako, że ja swój już dawno przeszłam czułam się o wiele lepiej, nie mając czerwonej twarzy tak jak inni. Oczywiście zazdrościłam makijażu starszym dziewczyną, ale gdy ja chodziłam do szkoły to makijaż był zabroniony, więc nawet nie próbowałam. Więc kolejne trzy lata nie skupiłam się na mojej cerze i na prawdę tego żałuję. 



Zanudziłam was? Jeśli tak i czytacie ten tekst tylko by dowiedzieć się w jaki epicki sposób odkryłam mój typ cery to właśnie już to tłumaczę! Otóż nie było to może tak epickie jakby moje policzki wysłały mi wiadomość poprzez zaróżowienia w formie liter.... Jednak na szczęście było to pewne i sprawdzone, ponieważ w pierwszej klasie technikum poszłam do kosmetyczki. Nie będę cytować jaki ochrzan dostałam za tak zrujnowaną i zapchaną cerę, ale w końcu się dowiedziałam jaka ona jest. Kosmetyczka powiedziała mi, że mam od dzisiaj dbać o twarz oraz czytać skład każdego kosmetyku jakiego używam, ponieważ mam cerę wrażliwą. Ale to nie koniec ponieważ do tego jeszcze naczynkową. Ja nie obeznana wtedy w świecie urody (etap łażenia w glanach i wygodnych ubraniach) nie wiedziałam co to znaczy. Na moje szczęście Pani wytłumaczyła mi jaki to typ cery, na co jest wrażliwy i nawet wypisała mi na kartce składniki jakich mam się wystrzegać. W sumie mogła mi napisać to co mogę stosować, ponieważ lista byłaby na pewno krótsza... 
Jednak w końcu wiedziałam jaki mam typ cery i teraz mogłam odpowiednio o nią zadbać. Taa... Niezły żart, nie? Mimo tej wiedzy w sumie nie zrobiłam nic nowego. Nie byłam zafascynowana światem makijażu i urody, ponieważ byłam zbyt leniwa a sama myśl, że trzeba wstać o 5 a nie o 5:30 by wykonać makijaż mnie przerażał. 

Nope...


Do zastanowienia się nad kondycją mojej cery zmusiła mnie praca. Dziwiło mnie, że co drugi klient pytał mnie o zdrowie, albo jak widziałam kobiety, które wyglądały promiennie. Ja z swoją szarą i zazwyczaj zaczerwienioną cerą, czułam się jak brzydkie kaczątko w tłumie błyszczących łabędzi. Więc po wypłacie pojechałam do większego miasta gdzie zwiedziłam każdą drogerię. W jednej dłoni trzymałam kartkę od kosmetyczki, której nie wyrzuciłam a w drugiej telefon połączony z internetem, by poczytać opinie o niektórych produktach. Niczym dziwnym nie będzie, że część kosmetyków, które wtedy zakupiłam długo nie postały i wylądowały w koszu. Niestety mimo wiedzy co podrażnia moją skórę nie ma się pewności, że ten produkt na pewno będzie tolerancyjny. Często żałowałam, że nie ma próbek bym mogła sprawdzić czy na pewno ten krem mnie nie podrażni. Do tego gdy zaczynałam przygodę z kosmetykami nie było zbyt wiele firm oferujących produkty dla mojego typu cery. Nie zapominając oczywiście, że musiałam dopasować się do mojej wrażliwości jak i problemu z naczynkami. Teraz gdy minęły 4 lata wiem czego mam szukać, mam sprawdzone kosmetyki i wiem która firma ma bogatszy asortyment dla osób z cerą wrażliwą. Na prawdę żałuję, że typ swojej cery poznałam tak późno, ponieważ przez to widzę oznaki moich złych wyborów. Doprowadzenie mojej twarzy do stanu znośnego zajęło mi dwa lata i od teraz powolnymi krokami staram się chodź trochę naprawić to co zepsułam.



Nie piszę tego by pożalić się jak to miałam trudno i w ogóle cera wrażliwa jest najgorszym typem. Wyznalam to wszystko by uświadomić wam, że jeśli nie zna się swojego typu cery i stosuje się źle kosmetyki to nic nie uzyskamy, a nawet gorzej - pogorszymy sytuację. Sama pielęgnacja na nic się nie zda, kiedy nie wiemy co powinniśmy używać niezależnie od typu swojej cery. Osoby z typem tłustym nie powinny korzystać z kosmetyków dla cery suchej i tak dalej. Dlatego jeśli nie ma się stuprocentowej pewności to radzę udać się do kosmetyczki. Może i wydasz trochę pieniędzy ale zaoszczędzisz na dalszym szukaniu kosmetyków, które będą do Ciebie pasować. Dlatego pamiętajmy o tym by kupować tylko to co będzie dobre dla naszej cery, ponieważ trudniej naprawić wyrządzone szkody niż do nich doprowadzić.


wtorek, 8 marca 2016

#8 A gdzie mój kwiatek? - Czyli trochę o święcie wszystkich kobiet.

Dzisiaj mamy ósmego marca, a pod tą niepozorną datą kryje się święto znane każdej kobiecie niezależnie od wieku. Właśnie tego dnia możemy poczuć się dowartościowane, kiedy bliski lub znany mężczyzna składa nam życzenia i wręcza na przykład kwiatek. Oczywiście takie gesty nas poruszają, w końcu to miłe gdy otrzymujemy jakiś prezent za bycie kobietą. Czy jak kto woli chociaż jednego dnia nie wypomina nam się jak to potrafimy zgubić słonia w torebce, a wysypując jej zawartość można stwierdzić, że kryje się tam czarna dziura. Dzisiaj wybacza nam się humorki, kiedy włącza się nam tryb "nie podchodź bez kija, a najlepiej zastąp go czekoladą i dobrym winem". Ot tak właśnie ósmego marca jesteśmy uważane za wspaniałe i kochane istoty, które zeszły na świat by dyrygować mężczyznami.



No dobra tutaj mnie poniosło ale specjalnie wszystko wyolbrzymiłam, by pokazać jak jeden niepozorny dzień potrafi poprawić nam humor. Oczywiście są tacy, którzy uważają je za komercyjne i jest tylko po to by wielkie koncerny mogły dzisiaj lepiej zarobić. Jako pracownik sklepu przyznam, że to jest ciemna strona mocy tego dnia, ale gdy wczoraj widziałam jak prawie każdy mężczyzna głowił się jakie kwiaty spodobają się jego kobiecie, albo czy lepsza będzie do tego czekolada czy może bombonierka. Po prostu ciągle się uśmiechałam uświadamiając sobie, że tak na prawdę faceci nas kochają ale nie zawsze wiedzą jak to okazywać, a Dzień Kobiet jest idealnym pretekstem by to bardziej okazać.



Ja kwiatów nigdy nie wymagałam chociaż zawsze się ucieszyłam gdy jakiś dostałam. Dla mnie prezentem jest to, że mój mężczyzna usiądzie ze mną przed telewizorem, obejmie mnie i będzie komentował jakie to bzdury oglądam. Nawet taka godzinka jest więcej warta niż kwiatek, a na moje szczęście robi tak nie tylko od święta. Gdy zostałam zapytana co chcę z tej okazji jedynie odpowiedziałam "zrób mi kawę, bo jeszcze śpię". Więc dostałam dzisiaj jedynie kawę, ale za to nie musiałam iść do kuchni by ją zrobić! Może to wygląda komicznie, ale mimo naszego zamiłowania do otrzymywania prezentów to takie drobnostki potrafią zadowolić. Nawet gdy nieznany mężczyzna składa Ci życzenia, ponieważ byłaś w tym samym miejscu co on (np. na sklepie) od razu czujemy się lepiej. Bo właśnie dzisiaj jest nasz dzień kiedy z przymrużeniem oka patrzy na nasze niedoskonałości.

"W końcu nie poganiaj mnie, a szybciej znajdę te kluczyki w torebce! Czekaj... To ty je masz? Błagam powiedz, że nie bo się przekonasz jak ciężkie są rzeczy, które w niej trzymam. Nie masz? Boże zgubiłam klucze!"
Taki tam przykład naszych wahań nastroju....
poniedziałek, 7 marca 2016

#7 Wyznania kasjerki - szał przedświąteczny

Ponieważ powolnym krokiem zbliżają się kolejne święta chcę poruszyć bardzo ważną kwestię. Otóż za każdym razem gdy nadchodzą dni, kiedy i my kasjerzy mamy wolne tak jak reszta ludzkości to pojawia się wielka fala nienawiści. Problemem jest to, że nagle ostatniego dnia sklepy są krócej otwarte, jest dużo klientów co się równa wielkim kolejką przy kasie i nie zawsze znajdzie się to czego się szuka. Jednym słowem kumulacja złośliwości i nienawiści do pracowników. Oczywiście w internecie znajdą się zarzuty jakim prawem zamykamy sklepy na kilka dni, jeśli żywność jest nam ciągle potrzebna. W końcu na święta zjeżdża się rodzinka i wiadomo zaczyna brakować jedzenia gdy gruby wujek Henio pochłania posiłki razem z talerzami. Nagle okazuje się, że tak niedoceniani kasjerzy są niemalże ważni jak ratownicy na pogotowiu!



No dobra... Będę szczera, że i ze mnie sączy się jad gdy tylko myślę o zbliżającej się Wielkanocy, a moja notka nie będzie bezstronna. Jednak chcę pokazać co się w ogóle dzieje na tym sklepie gdy wszyscy robią zakupy na ostatnią chwilę. A tym bardziej co myślimy gdy co druga osoba mówi nam, że co my odwalamy z tym wolnym. Jestem osobą wyrozumiałą i zacisnę zęby, gdy ktoś mnie wkurzy ale podczas takiego ruchu jak w dzień przed świętami to nerwy każdemu puszczają.
Wracając do tematu święta są najgorszym okresem w handlu z kilku powodów. Po pierwsze terminy! Nagle trzeba sprawdzać je o kilka dni do przodu niż normalnie i wyprzedać póki są ludzie na sklepie! Tym samym już na kilka dni przed zamknięciem sklepu mamy więcej na głowie, ponieważ im wcześniej zaczniemy tym większe prawdopodobieństwo pozbycia się towaru. Ja po prostu kocham robić przeceny, kiedy w głowie latają mi procenty i mówią "zwariowałaś, przecież 50% z 6 zł to nie jest 3 zł!". Tak. O tym jak się nazywam nie pamiętam i chyba tylko plakietka z imieniem mnie ratuje.



Drugi powód to cholerne dostawy. W końcu firma dobrze wie, że i tak największy szał będzie dzień przed zamknięciem więc trzeba dużo towaru sprowadzić, ponieważ klienci będą kupować co leci. Jeśli ktoś myślał, że sklepy są wspaniałomyślne dla klienta i zrobią wszystko by był zadowolony to mam nadzieję, że zszedł na ziemię. Dla dużych koncernów liczą się jedynie utargi jakie wpadają do kasy, więc kiedy nagle wszyscy pracownicy są na stanowiskach i obsługują klientów to równa się to sporemu zyskowi. A zwłaszcza, gdy "przypadkowo" przywiozą droższy towar zamiast tego tańszego to nic się nie stanie. W końcu gdzie indziej zrobią zakupy? A my biedni pracownicy biegamy jak mrówki w mrowisku i musimy to wszystko wyłożyć na półkę. Pomijając poboczne obowiązki jak bycie wsparciem na linii kas.

Bo nawet odsuwanie się na krześle z pośpiechu może źle się skończyć...

Po trzecie idiotyzm klientów. To co czasami usłyszę lub zobaczę zasługuje na osobną notkę, ale do jasnej anielki jak nie można zobaczyć ceny produktu, która wisi nad nim na dużej kartce formatu A4 z wielką, pogrubioną czcionką? No i oczywiście przekonanie, że jak siedzę na kasie to wiem ile kosztuje coś czego klient nie widział i ile tego mam na stanie. Tak. Bo siedząc kilka godzin na kasie wiem ile kosztuje szczoteczka do zębów oraz dobrze pamiętam ile towaru mam jeszcze na magazynie i gdzie leży. Co tam, że asortyment sklepu jest liczony w tysiącach produktów! Ja wszystko pamiętam... Dobra na samo wspomnienie takich pytań ciśnienie mi skoczyło...

No i na koniec wypowiem się na temat tego, że sklepy nie powinny być zamykane.
Drodzy zwolennicy otwartych sklepów w święta... Olejcie spotkanie z rodziną i idźcie do pracy, a wtedy porozmawiamy o waszych argumentach i przekonaniach.*

_______
*Przepraszam za ironię i sącząca się miejscami złość. Po prostu tak bardzo kocham święta....
niedziela, 6 marca 2016

#6 Let's play: Dragon Age Origins

Nawet nie wiem jak opisać uczucia jakie mną targały gdy zbierałam się do tej notki. Miałam tysiące pomysłów odnośnie tego co chciałam napisać! W końcu niczym dziwnym nie będzie, ponieważ dzisiaj będę mówiła o jednej z najlepszych gier RPG jakie wyszły! Oto przed wami Dragon Age: Origins.


Nie będę ukrywać, że kocham tą grę od kiedy pojawiła się pierwszy raz na rynku, a miało to miejsce w 2009 roku. Pewnie niektórzy pomyślą, że to już staroć ale ta gra jest genialna! No ale by uniknąć moich ciągłych zachwytów, pozwolę sobie wytłumaczyć co w ogóle będzie w tej notce. Otóż przedstawię po krótce o czym w ogóle jest DA oraz pokaże za co kocham tą grę.

Świat Dragon Age nie jest obcy większości graczom z prostego powodu - Inkwizycja. Między innymi dzięki najnowszej części DA młodsze pokolenia graczy mogło poznać czym jest ta seria. Oczywiście moim zdaniem nic nie pokona Początku ale nie teraz o tym mowa. W pierwszej części Dragon Age znajdujemy się w królestwie Thedas, które jest bliskie zagładzie. Nadchodzi Plaga. Ale nie jest to zwykła Plaga, ponieważ w jej skład wchodzą Plugawce, które pojawiły się przez chciwość magów. Na tym się nie kończy, ponieważ władze i dowództwo nad krwiożerczymi i bezwzględnym potworami ma Arcydemon - przerażający smok. Jednak by świat nie był skazany na niepowodzenie są osoby, które potrafią walczyć z przeciwnikiem a należą oni do Szarej Straży.




Dalej historia toczy się inaczej i zależy ona po pierwsze od wyboru pochodzenia postaci. Dzięki kreatorowi na początku gry możemy wybrać jakiej rasy ma być nasz bohater i jakiego pochodzenia: człowiek szlachcic, człowiek/elf magin, miejski elf, dalijski elf, krasnolud bezkastowiec czy krasnolud szlachcic. Każdy z tych wyborów to inna historia rozpoczynająca jak i całkowicie inne podejście do świata przez bohatera. Do tego jeśli pobierze się mody można stworzyć bardzo różnorodne postacie pod względem wyglądu.



Jednak nie kocham grę przez mody ale wspaniałe dialogi jak i możliwość przechodzenia jej na różne sposoby. Każda podjęta decyzja wpływa na pozostałe a do tego twoi towarzysze także posiadają własne zdanie! A jak o towarzyszach mowa to są tak różnorodni, że nie można się z nimi nudzić. 





Zwłaszcza, że podczas biegania po mapie zdarzają się momenty gdzie dwie osoby z twojej drużyny zaczynają między sobą dyskusję. Na prawdę kilka razy o mało nie spadłam z krzesła, gdy usłyszałam komiczne wymiany zdań np. między Oghrenem a Wynne, Zainteresowanych odsyłam do youtube, gdzie można znaleźć urywki z rozgrywki.



 

Jednak nie tylko zachwycam się bohaterami, którzy doprowadzają do śmiechu ale także samym sposobem rozgrywki. Pomijając bieganie po mapie i robienie zadań sama walka jest moim zdaniem przyjemna. Po pierwsze opcja taktyczna czyli zatrzymanie rozgrywki i przyjrzenie się z góry panującej sytuacji podczas walki. Do tego w ustawieniach taktycznych można wybrać jak ma się zachować dana postać, która została nagle zaatakowana bezpośrednio np. łucznik zmienia broń na sztylet i dalej walczy bronią białą. Także niektórzy wyróżnieni przeciwnicy wymagają odpowiedniej taktyki dzięki której ich pokonamy. Co jak co, ale BioWare genialnie to wszystko wykombinowało. Same ataki są wspaniale przedstawione i niemalże widać, jak bohater musi użyć siły by powalić przeciwnika tarczą.






Na sam koniec pochwalę boską oprawę muzyczną jaka nam towarzyszy podczas rozgrywki. Inon Zur po prostu oddał klimat panujący podczas gry i gdy tylko usłyszę, którąś z ścieżek dźwiękowych to wręcz przypominam sobie epickie momenty z gry. Zwłaszcza uwielbiana przez graczy jest pieśń Leliany, która po prostu chwyta za serce. 


Nie wiem co jeszcze napisać o tej grze, ponieważ będąc szczerą - lepiej się o niej mówi niż pisze. Jednak jeśli mam polecić tą grę to na pewno się nie zawaham. Dragon Age: Początek jest wspaniałą grą RPG ostatnich lat, która przenosi nas do typowego świata fantasy gdzie istnieje magia i smoki. Nie stawia nas w roli idealnej postaci, której wszystko idzie zbyt łatwo. Są problemy nad którymi musimy się zastanowić, ponieważ wpłynie to na dalsze losy. Do tego także nasi towarzysze z czymś się zmagają a my jako ich dowódca i przyjaciel możemy im pomóc lub to zignorować. Eksploracja świata jest przyjemna poprzez wpisy w dzienniku (i przy okazji XP parę wpadnie), dzięki któremu możemy odkryć jakieś ukryte zadania i odnaleźć unikatowe elementy pancerzy czy nawet broń. Jednym słowem kocham DA i polecam każdemu kto uwielbia gry RPG przy których trzeba się trochę bardziej nagłowić. Przy okazji mam nadzieję, że nie zanudziłam czytelników tematem nie odnoszącym się urody, ale uprzedzałam, że jako gracz nie odpuszczę sobie takich notek.
Jeśli chcesz być na bieżąco z moją twórczością zapraszam do obserwowania mnie na Instagramie, gdzie dodaję zdjęcia związane z nadchodzącymi notkami.

środa, 2 marca 2016

#5 Moje nowości czyli ostatnie przesyłki

Nie będę ukrywać, że większość zakupów robię przez internet. Po pierwsze jestem zbyt zabiegana by jeździć ciągle do większego miasta jak i nawet do centrum mojego. Po drugie kosmetyki, które już zamawiam nie są zazwyczaj dostępne na polskim rynku a tym bardziej w sklepach stacjonarnych. Dlatego gdy ostatnio przyszły dwie paczki mało co nie uściskałam kuriera (który zresztą jest moim dobrym znajomym, więc by to pewnie mu nie przeszkadzało). No ale dość gadania bo trzeba się pochwalić swoim zakupem, który jest dość skromny ale cieszy mnie niezmiernie.

Najbardziej oczekiwałam na paczkę z Korei, w której miały być dwa produkty i tradycyjnie kilka próbek. Właśnie przez takie próbki skusiłam się na zakup od Purito - Snail All In One BB Cleanser. Na temat tego produktu nie mogłam znaleźć jednoznacznej recenzji a w ogóle nie znalazłam jej wśród polskich blogerek. Jednak gdy w końcu postanowiłam sprawdzić co mi tak namiętnie przesyłają co zamówienie i powiem, że jest to genialne!



Po pierwsze mamy do czynienia z żelem do demakijażu! Może jestem zacofana ale nie spotkałam tak obiecującego produktu na naszym rynku. Zwłaszcza, że jak to u mnie bywa musiałam poznać co wchodzi w skład. Oczywiście jak wiadomo w Azji wydzielina ślimaka jest wspaniała, dlatego i w tym produkcie ją znajdziemy. Betaina czyli składnik, który jest odpowiedzialny za nawilżenie czyli za razem poprawia elastyczność skóry, ma zastosowanie przeciwzmarszczkowe, przywraca naturalne pH oraz między innymi jest odpowiedzialna za ułatwienie rozpuszczania się niektórych substancji w wodzie. Na sam koniec ważny jest też ekstrakt z wąkroty azjatyckiej (Centella Asiatica), która ma silne działanie antybakteryjne i stymuluje skórę właściwą do wytwarzania kolagenu. Oraz składnik dzięki któremu zachwycam się zapachem czyli ekstrakt z kwiatu lawendy wąskolistnej.

 

Jak widać powyżej żel delikatnie zmywa nawet wodoodporne produkty jak w tym przypadku mój eyeliner w żelu chociaż nie radzę go stosować do demakijażu okolic oczu i ust. W końcu raczej nie myjemy powiek mydłem a żel się lekko pieni więc szczypiące oczy są efektem gwarantowanym.

Na drugi produkt skusiłam się przez zachwalanie produktów aloesowych. Pomyślałam sobie, że czemu nie? Akurat składam zamówienie więc mogę i popatrzeć za czymś z aloesem. Padło na produkt od firmy Mizon a dokładniej na żel z 90% wyciągiem z aloesa z wyspy Jeju.


Będę szczera, że nastawiłam się dość sceptycznie na jakikolwiek żel do twarzy. Bałam się, że będę mieć uczucie lepkości jak i to, że może zapchać cerę. Jednak mile się zaskoczyłam gdy po raz pierwszy zaaplikowałam produkt. Nie miałam wielkiego uczucia lepkości (lekkie było, ale może to przez to, że stosuję głównie kremy) i szybko się wchłonął. Zastosowałam go samodzielnie chcąc sprawdzić jak moja cera na niego zareaguje. Faktycznie zauważyłam mniejsze zmęczenie na twarzy, biorąc pod uwagę, że do późna w nocy kończyłam dodatek do Dragon Age. Po dwóch dniach stosowania (akurat miałam wolne) postanowiłam zobaczyć jak się zachowa jako baza pod krem. Powiem tylko, że jestem zadowolona i ten produkt zawitał na stałe w mojej kosmetyczce. 

No i na sam koniec trochę mniej o kosmetykach, ponieważ drugą wyczekiwaną paczką były buty! Postanowiłam poszaleć i kupić sobie piękne buciki na wiosnę (bo śnieg znowu sypnął). 
 

Zamówiłam je w sklepie internetowym Bonprix i będę szczera... Są zarąbiście wygodne! Szkoda, że mam tak zasypane chodniki, ponieważ już bym w nich chodziła, pomijając fakt, że wszędzie mam z górki lub pod górkę. 

No i tyle z mojego się chwalenia ostatnim zakupem przez internet. W sumie za dużo o kosmetykach trzeba napisać coś innego następnym razem.